2020-09-01

Czy medycyna akademicka rzeczywiście opiera się na dowodach naukowych?

W poprzedniej części artykułu przedstawiłem listę przebojów biznesu farmaceutycznego, czyli choroby wymyślone tylko dla zysku.

Mity medyczne kontra fakty...
zdjęcie
UDOSTĘPNIJ:

Nadciśnienie

Nadciśnienie pojawiło się w grupie zarówno prawdziwych, jak i wymyślonych chorób. Jest to jak najbardziej zamierzone. Nadciśnienie może być objawem chorobowym, ale bardzo rzadko występującym. Jeżeli jednak, dzięki wytężonej pracy wydziałów marketingu korporacji farmaceutycznych i skorumpowanych naukowców, arbitralnie obniżymy kryteria diagnostyczne, które decydują o zdrowiu lub chorobie, do poziomu niższego niż ten, który jest zupełnie normalny dla znacznej części populacji, to z dnia na dzień mamy miliony chorych, czyli klientów. Taki przełom nastąpił w listopadzie 2017 r., kiedy opublikowano nowe wytyczne, według których połowa Amerykanów ma nadciśnienie i musi się „leczyć”. Ci, którzy załapali się na nowy zakres, dotąd byli zdrowi, bo nic im nie dolegało (ponadto, na co już byli „leczeni”) i nie przynosili jeszcze większego zysku producentom farmaceutyków. Dlatego na ogół takie nagłe, trwające dosłownie jeden dzień, epidemiczne rozprzestrzenienie się choroby na dziesiątki lub setki milionów osób wiąże się z gotowym do sprzedaży „lekiem” na „nową chorobę” lub z potrzebą dalszego zwiększania sprzedaży. Przyjrzyjmy się, jak w praktyce można to zrobić, żeby nie było zbyt grubymi nićmi szyte. Rząd USA w 2013 r. poprosił American Heart Association (AHA) i American College of Cardiology (ACC) o opracowanie nowych wytycznych dotyczących nadciśnienia, powiedziała przewodnicząca ACC, dr Mary Walsh, dyrektor medyczny Heart Failure and Cardiac Transplantation w St. Vincent Heart Center w stanie Indiana. Skąd taka myśl powstała wśród rządzących? Może ktoś „poprosił” rząd, żeby ten poprosił o nowe wytyczne? Nowe wytyczne obniżają próg diagnostyczny pierwszego stopnia nadciśnienia do 130/80 (dotychczas uważanego za tzw. ciśnienie wysokie prawidłowe lub stan przednadciśnieniowy) w porównaniu z poprzednim poziomem 140/90! Co ważniejsze, nowe wytyczne wzywają do bardziej agresywnego „leczenia” nadciśnienia, prosząc lekarzy i pacjentów, aby traktowali 130/80 jako nowy cel terapeutyczny. Czy to prośba, czy raczej groźba? Przecież „powszechnie wiadomo”, że nadciśnienie zagraża życiu… I tak oto 30 milionów Amerykanów (mających ciśnienie między 130/80 a 140/90) w ciągu jednego dnia „zachorowało” i wymaga kosztownego „leczenia” już do końca życia: http://www.onlinejacc.org/content/ early/2017/11/04/j.jacc.2017.11.006

Na marginesie dodam, że prezes AHA, John Warner, niedawno doznał zawału serca w wieku zaledwie 52 lat. Czyżby nie przestrzegał własnych zaleceń? A może te zalecenia to wielkie oszustwo? Pod jego kierownictwem AHA ostatnio zaatakowała olej kokosowy jako niezdrowy i niebezpieczny, nie mając na to absolutnie żadnych dowodów. A ja, w rozdziale 5, na podstawie badań naukowych, wyjaśnię Ci, jak niezwykle korzystny dla zdrowia, również sercowo-naczyniowego, jest właśnie ten olej. Wygląda na to, że ktoś się wystraszył rosnącego spożycia tego wspaniałego produktu, który sprawia, że ludzie przestają brać pigułki. Tymczasem kontynuujmy kwestię nadciśnienia… Sprawdźmy, jakie normatywy nadciśnienia ustalali naukowcy i lekarze jeszcze nie tak dawno, kilkadziesiąt lat temu, i co dziwnego się z nimi działo z biegiem czasu. W podręczniku kardiologii Cardiology z 1948 r. podano, że ciśnienie krwi uważa się za podwyższone, jeżeli wynosi co najmniej 180/110, i to musi być stwierdzone w trzech kolejnych badaniach oraz w obecności klinicznych, radiologicznych i kardiologicznych objawów choroby sercowo-naczyniowej. Zauważ, nie wystarczą same cyferki z pomiaru ciśnienia, ale musi być stwierdzona choroba sercowo-naczyniowa. Aczkolwiek, w tym samym czasie, podręcznik Charlesa Friedberga Choroby serca z 1949 r. stwierdzał, że osoby z łagodnym nadciśnieniem, określanym jako niższe niż 210/100… nie muszą być wcale leczone! W publikacji z 1955 r. dr George A. Perera z Columbia University zauważył, że większość pacjentów ze zdiagnozowanym nadciśnieniem nie doświadcza istotnych zmian narządowych przez wiele lat w porównaniu z osobami o normalnym ciśnieniu. Perera stwierdził, że zbyt łatwo zalicza się ludzi do grona chorych i że nie należy tego robić względem pacjentów w zaawansowanym wieku z ciśnieniem krwi od 160/80 do 200/110!

Kolejnym ważnym krokiem w historii „leczenia” nadciśnienia był opublikowany w 1977 r. raport Krajowego Komitetu ds. Zapobiegania, Wykrywania, Oceny i Leczenia Nadciśnienia (JNC). Komitet składał się z przedstawicieli większości dużych organizacji medycznych. W pierwszym raporcie JNC zasugerowano, że jeśli ciśnienie jest wyższe niż 160/95, powinno być ponownie sprawdzone w ciągu miesiąca u wszystkich badanych. U osób przed 50. rokiem życia z ciśnieniem od 140/90 do 160/95 ciśnienie należy sprawdzać co 2–3 miesiące, podczas gdy u osoby w wieku powyżej 50 lat z tym poziomem ciśnienia, co 6–9 miesięcy. U takich osób nie było wymagane żadne leczenie, chyba że ciśnienie rozkurczowe tętnicze było powyżej 105. Wówczas zalecano „leczenie” tylko ciśnienia rozkurczowego. Po 1977 r. zalecenia zawarte w raportach JNC stają się coraz bardziej agresywne, z naciskiem na „leczenie” ciśnienia skurczowego, szczególnie u osób w wieku powyżej 55–60 lat. Jednym z najważniejszych punktów raportu JNC 7 było wprowadzenie terminu „przednadciśnienie”, związanego ze stresującym stylem życia i wprowadzeniem potrzeby regularnego badania osób z ciśnieniem uznanym wcześniej za normalne lub wysokie, czyli 120– 129/80–89. Warto zauważyć, że kiedy opublikowano pierwszy raport JNC, dostępnych było mniej niż 30 „leków” na nadciśnienie, a w momencie opracowania JNC 7 w 2003 r. było ich już ponad 100: http://onlinelibrary.wiley.com/doi/ 10.1111/j.1524-6175.2006.05836.x/full

Możesz sprawdzić w źródłach, że te starsze podręczniki i zalecenia również były oparte na badaniach naukowych i praktyce klinicznej, podobnie jak dzisiejsze. Co się więc u licha dzieje, że teraz badania dowodzą czegoś innego, a ludzie zdrowi stali się śmiertelnie chorzy? Odpowiedź wydaje się nasuwać sama. Wystarczy wiedzieć, że dziwnym trafem za każdym razem, kiedy obniżano kryteria diagnostyczne, pojawiały się nowe „leki” na nadciśnienie, jak: rezerpina, diuretyki, β-blokery, blokery kanału wapniowego, antagonisty receptora angiotensynowego, inhibitory ACE itd. Po obniżeniu progu nadciśnienia stawały się hitami sprzedaży koncernów farmaceutycznych. Ale to może tylko zbieg okoliczności?

Przy okazji należałoby, jak zawsze, zapytać, i do tego jeszcze będziemy wracać, czy podwyższone ciśnienie krwi, nawet w stopniu ciężkim, takim, jaki dawniej określano jako łagodny, jest chorobą czy objawem choroby? Niedługo sam będziesz umiał odpowiadać na takie pytania. Nie mam wątpliwości, że pacjenci wystraszeni nowym (starym?), ogłoszonym w 2017 r., „zagrożeniem” zaczną się „leczyć” i sprzedaż „leków” na nadciśnienie poszybuje jeszcze wyżej w kosmos. Rzecz jasna, lekarze kierują się rekomendacjami dotyczącymi leków, więc będą masowo te „leki” przepisywać. O rekomendacjach, sposobie ich tworzenia i ich faktycznym oparciu na badaniach naukowych pisałem już w 01/02.2020 numerze Harmonii. To naprawdę niezwykle szokująca historia… Na marginesie: słyszałeś może o efekcie białego fartucha? To reakcja pacjenta w obecności personelu medycznego powodująca nagły wzrost ciśnienia krwi. Mnie ciśnienie zawsze skacze, jak czytam o oszustwach medycznych.

Jeszcze mam coś specjalnego dla polskiego Czytelnika. W przeprowadzonym w 2002 r. badaniu NATPOL III PLUS oszacowano rozpowszechnienie nadciśnienia w Polsce na 29%, a u 30% badanych stwierdzono ciśnienie wysokie prawidłowe. Według nowych wytycznych wynik tego badania określiłby liczbę chorych na 59%!!! To nawet więcej niż w USA. Niedługo zbliżymy się do absolutnego absurdu, kiedy okaże się, że każdy człowiek ma nadciśnienie i musi łykać tabletki!

Erekcja

Teraz zajmijmy się erekcją. Nie będzie o filmach porno, nie o to chodzi. Z pewnej kampanii „prozdrowotnej” (czyli de facto marketingowej) mężczyźni dowiedzieli się, że według badań 52% z nich ma problemy z erekcją (wcześniej nie zauważyli?). I że można je spokojnie leczyć... Viagrą, właśnie wyprodukowaną przez koncern Pfizer. Ten koncern, reklamując Viagrę, stwierdził, że „ponad połowa wszystkich mężczyzn po 40. roku życia ma trudności z uzyskaniem lub utrzymaniem erekcji”. Na poparcie tej tezy posłużono się badaniem obserwacyjnym Massachusetts Male Aging Study (MMAS) mężczyzn w wieku od 40 do 70 lat, przeprowadzonym w latach 1987–1989 w miastach w pobliżu Bostonu w stanie Massachusetts. Autorzy badania ekstrapolowali wyniki (czyli prognozowali wartości poza zakres, dla którego mieli dane), twierdząc, że 52% całej populacji mężczyzn w Stanach Zjednoczonych w wieku od 40 do 70 lat cierpi na zaburzenia erekcji. Gdyby przyjrzeć się bliżej tym i innym badaniom z tego obszaru, to okazałoby się, że problemy z erekcją ma tylko 3% mężczyzn w wieku 40 lat, a 64% mężczyzn w wieku 70 lat. Przykładowe inne badanie przeprowadzone w Holandii wykazało, że tylko 1% mężczyzn w wieku 50–65 lat miał całkowitą niezdolność do osiągnięcia erekcji, a tylko u mężczyzn w wieku 70–78 lat wskaźnik był podobny do tego z badania MMAS. Manipulacja statystyką i dobór próbki czynią cuda: http://journals.plos.org/plosmedicine/article? id=10.1371/journal. pmed.0030132

Osteoporoza

Pozostaje do omówienia osteoporoza, która jest narzuconą przez koncerny farmaceutyczne zmianą sposobu myślenia o zwykłych, postępujących z wiekiem ubytkach kości. Koncerny, które stworzyły nowe „leki”, zasponsorowały konferencje „naukowe”, na których zdefiniowano nową „chorobę”, i utworzyły „powiązania” z naukowcami. Koncerny ufundowały też „badania”, powołały fundacje i przeprowadziły kampanie marketingowe, dotyczące zarówno „leków”, jak i „choroby”, skierowane do lekarzy. Ufundowały też sowite nagrody dla dziennikarzy! Niezależnie od kampanii marketingowych sama definicja osteoporozy jest co najmniej kontrowersyjna. Dlaczego? Kryteria diagnostyczne ustalone przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) określają gęstość kości młodych kobiet jako „normę” i na tej podstawie oceniają gęstość kości kobiet starszych. Wyniki są z góry przesądzone. Ważne jest, że grupa badawcza WHO, zajmująca się określeniem kryteriów osteoporozy, została częściowo sfinansowana przez trzy firmy farmaceutyczne. Co równie ważne, związek między gęstością mineralną kości a ryzykiem złamania nie został nigdy udowodniony. Gęstość nie jest wystarczającym czynnikiem do określenia ryzyka złamań: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/nlmcatalog/ 100906126 ISBN 9781896256108 Green C., Bassett K., Foerster V., Kazanjian A., Bone mineral density testing: does the evidence support its selective use in well women? Vancouver, BC: British Columbia Office of Health Technology Assessment, 1997.

Artykuł składa się z fragmentów nowego wydania książki Mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes, dostępnego w zestawie z książką Kuchnia Neo, autorstwa Neo Jacka Safuty.

Więcej wiedzy na temat zdrowia zdobędziesz na konferencji pt. Czego Ci lekarz nie powie

Te artykuły zyskują na popularności

Harmonia 2015 wrzesień-paździe...
miniaturka
2015-09-01

Cholesterolowa norma na zamówienie

Ci, którzy się tym interesują wiedzą, że od ponad 20 lat nie opracowano żadnego nowego antybiotyku. Niemniej jednak, szczególnie w przypadku zakażenia bakteryjnego, antybiotyki...

Harmonia 2019 marzec-kwiecień
miniaturka
2019-03-01

Czego nie wiemy o statynach?

Statyny to związki tzw. inhibitorów reduktazy HMG-CoA. Odkryto je stosunkowo niedawno, bo dopiero w 1973 roku. Statyny zostały wprowadzone do obrotu handlowego w 1987 roku. Wprowadziła...

Chemiczny labirynt
miniaturka
2018-09-01

Margaryna – pasza dla ludzi czy żywność

Około 50 lat temu wprowadzono modę na unikanie tłuszczów naturalnych i zastąpienie ich margaryną. Ta moda przyszła oczywiście zza oceanu, od Wujka Sama. Margaryna i sztucznie...

Harmonia 2015 wrzesień-paździe...
miniaturka
2015-09-01

Moja historia – farmaceutka

Odkąd, pamiętam apteka zawsze kojarzyła mi się z miejscem spokoju, ciszy i pełnego zaufania. Panie pracujące w aptece miały w sobie coś magicznego. Posiadały wiedzę wyjątkową,...

Autor książki Mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes oraz publikacji w czasopismach związanych ze zdrowym stylem życia, pasjonat zdrowia, prowadzi na Facebooku stronę i grupę „Neo – mit chorób nieuleczalnych i wielki biznes”.

Archiwalne numery



Archiwalne numery

Nasi eksperci

Redakcja

Redakcja czasopisma Harmonia.
Twoje Zdrowie,
Twoja odpowiedzialność.

 

Prenumerata: 728 457 165
Stoiska wystawiennicze: 503 447 471
Bilety na konferencje: 728 457 165
Reklama: 503 447 471
Redakcja: 728 457 165

[email protected]
[email protected]
www.harmoniatwojezdrowie.com

facebook.com/harmoniatwojezdrowie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Dziękujemy, że korzystasz z legalnego źródła. Pamiętaj! Wydawca nie wyraża zgody na pobieranie, kopiowanie, powielanie i udostępnianie materiałów bez zgody Wydawcy poza portalem harmoniatwojezdrowie.com. Pobieranie, kopiowanie i powielanie materiału opublikowanych w portalu Harmonia Twoje Zdrowie Twoja Odpowiedzialność bez zgody Wydawcy to poważne przestępstwo. Jeśli chcesz możesz udostępnić link do portalu w mediach społecznościowych.

Zobacz koniecznie

Nagranie z konferencji „Czego Ci lekarz nie powie” 13.11.2021 z G2 Arena Jasionka k. Rzeszowa

zobacz teraz

COOKIES

Korzystamy z Cookies, by zapewnić Ci dostęp do informacji, wszystkich oferowanych usług, by gromadzić informacje związane z korzystaniem z serwisu, a także wyświetlać reklamy dopasowane do użytkowników. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają właściwe wyświetlanie treści, analizę ruchu internetowego, ruchu reklamowego, a także utrzymanie sesji po zalogowaniu. Można wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na używanie Cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.