2022-01-01

Jatrogenia owoc mitologii oraz propagandy systemowej i alternatywnej. Część III

Dzień dobry doktorze, ostatnią rozmową domknęliśmy schematyczny podział i omówienie, zjawiska obecnego w dziedzinie związanej ze zdrowiem i medycyną, jakim jest jatrogenia i polipragmazja. Jakkolwiek same terminy brzmią dosyć sucho i abstrakcyjnie, to rzeczywistość, która się za nimi kryje, jest już... bardzo bliska ciału i można by rzec, niestety, banalna.

Warto przeczytać...
zdjęcie
UDOSTĘPNIJ:

Nie skończyliśmy jednak tematu w jego szerszym i chyba nawet ciekawszym ujęciu. Chodzi mianowicie o to wszystko, co stanowi o normach, zaleceniach, wytycznych, punktach odniesienia, czy w końcu badaniach. Czyli to wszystko, co niejako stanowi fundament, na którym opiera się cała konstrukcja... 

Wraca Pani do kwestii, która rzeczywiście jest zasadnicza, a zazwyczaj pomijana. Spory dotyczą niejako „nadbudowy”, pozostając przy zaproponowanej przez Panią terminologii i dlatego bardzo rzadko zostają rozstrzygnięte. Jeżeli założenia i punkty odniesienia są z gruntu fałszywe to... próba obrony tego, co stanowi ich konsekwencje, jest skazana na niepowodzenie. Mimo, że to zjawisko aktualnie ma miejsce, pokażę Pani, że jest to droga donikąd i w rzeczywistości jatrogenny, przede wszystkim, jest sam fałsz albo inaczej rzecz ujmując, pominięcie odniesienia do prawdy i jej ignorancja. To absolutnie fundamentalne kwestie i dyletantyzm w tym zakresie prowadzi do tego, że coraz częściej dyskusje są bezowocne, ot „pogadają sobie”, i tyle. Słynne ostatnio są stwierdzenia „każdy ma swoją prawdę...” albo „prawda jest jak...”. Trzeba być cynikiem, aby się do nich posuwać. Pomieszanie w zakresie terminologii jest kolejnym widocznym problemem, bo każdy może mieć swoją opinię. Owszem, „opinia” jednak nie jest tożsama z „prawdą”, są to dwa odrębne pojęcia. Kryterium badacza stanowi prawda. Pieniądz jest kryterium... nie dla badacza, żeby nie używać mocniejszej terminologii. W tym przypadku pieniądz powinien być narzędziem, a poklask pochodną pracy. Ktoś, dla kogo celem i ostatecznym kryterium jest „czysty zysk”, nie powinien prowadzić badań naukowych. 

Może mógłby Pan nieco bardziej skonkretyzować, abyśmy nie pozostawali w zakresie czysto teoretycznym... Proszę podać kilka przykładów, które ułatwią Czytelnikom zrozumienie. 

Będzie to zarazem ciekawe i zdumiewające. Podejrzewam, że nie spodziewa się ani Pani, ani Czytelnicy, że zjawisko przybiera aż taką skalę. Bardzo niewielu dziennikarzy czy publicystów zadaje sobie trud zweryfikowania jakości badań, na których opierają swoje teksty. Najczęściej coś, co nosi etykietę tzw. badań naukowych, nie podlega już żadnej ocenie czy weryfikacji. Zapewne słyszała Pani o rzekomych badaniach dowodzących, że spożycie czekolady, zwłaszcza „ciemnej” ma zbawienny wpływ na zdrowie człowieka... Proszę zatem posłuchać. W 2015 r. amerykański dziennikarz naukowy John Bohannon znalazł się na czołówkach większości mediów na świecie, ponieważ opublikował w prestiżowym periodyku — Międzynarodowe Archiwa Medycyny, wyniki badań pokazujące, że spożycie czekolady o podwyższonej zawartości kakao, a tym samym flawonoidów, sprzyja utracie wagi. Robi wrażenie, czyż nie? Tyle tylko, że... John Bohannon nigdy prawdziwych badań nie przeprowadził. Po prostu zestawił sobie „układankę badawczą” z części, które zazwyczaj na badanie składać się powinny. Tyle, że grupa obserwowana, była zbyt mała, aby można było w ogóle mówić o badaniach, natomiast wyniki statystyczne były bez znaczenia, aby można było na ich podstawie wyciągać jakiekolwiek konsekwencje... A jednak redakcja uznała badanie za... „wyśmienite” i wyniki zostały przedrukowane przez największe światowe dzienniki... Dostrzega Pani konsekwencje takiego stanu rzeczy? Przecież o praktycznym przełożeniu tego „eksperymentu”, nie wiedząc, że był takowym, ludzie mówią do dzisiaj, uzasadniając swoje zachcianki... John Bohannon dokonał prowokacji (nie pierwszej i niejedynej) po to, aby pokazać, jak niesamowicie niedbałe są czasopisma i gazety, jeżeli chodzi o weryfikację badań i informacji naukowych. Nie jest to wyjątek, niestety. Kolejny przykład — na przełomie 2016/2017 r., dwóch naukowców Peter Boghossian i James Lindsay, pod pseudonimami oraz w imieniu fikcyjnej grupy badawczej, na łamach Cogent Social Sciences napisali i opublikowali, w kwietniu 2017, absurdalną pracę naukową dotyczącą teorii płci. „Dowodzili” w niej, że penis nie jest męskim organem płciowym, ale konstruktem społecznym. Ponadto, że „konceptualny penis” rodzi problemy dla tożsamości płciowej i rozrodczej oraz, że jest konceptualnym sprawcą zmian klimatycznych... Nie jest to żart, artykuł został dopuszczony do publikacji na łamach kolejnego prestiżowego czasopisma... Autorzy przyznali, że nie mają pojęcia, o czym mówią, że nie czytali żadnego z przytoczonych źródeł i że w ogóle jedna trzecia z nich jest fałszywa. Przytoczony żargon został stworzony przez program komputerowy po to, aby wykazać, jak łatwo jest dokonać tego typu oszustwa w środowiskach akademickich przeżartych postmodernizmem i gdzie zamiast pojęcia prawdy, dywaguje się wokół... „postprawdy”, czyli kłamstwa i w końcu, że... ich artykuł nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego... 

To jest tak szokujące, że nawet nie wiem co powiedzieć...

Chyba nawet nie ma takiej potrzeby, to jest smutna konstatacja pewnego stanu rzeczy. W 2004 r. Richard Horton, wydawca słynnego magazynu „The Lancet” napisał: „czasopisma naukowe zdegradowany się do roli pralni informacyjnych dla przemysłu farmaceutycznego”. A dwóch kolejnych redaktorów, równie słynnego The New England Journal of Medicine, Marcia Angell oraz Jerry Kassier stwierdzają, że: „branża naukowa zaburzyła kompas moralny wielu lekarzy i stała się przede wszystkim machiną marketingową...”. Na Siódmym Kongresie Recenzentów Naukowych John Lonnidis oznajmił, że „większość badań naukowych jest błędna, ponieważ naukowcy są zainteresowani pieniędzmi i karierą, a nie prawdą”. Wobec powyższych przykładów, mamy do czynienia z sytuacją, w której normy, zalecenia, wytyczne, procedury... są oparte o.... badania, które albo nigdy nie zostały przeprowadzone, albo przeprowadzone błędnie, albo spod z góry założone wyniki... Czasopisma, będące narzędziami propagandy, publikują je i promują. Tzw. dziennikarze naukowi, zwłaszcza w Polsce, molestują wręcz społeczeństwo, prowadząc akcję „prozelityczną” pod hasłem: „Jak można nie wierzyć lekarzom i badaniom naukowym...”. A jak wobec, chociażby powyższego, można wierzyć?! Zapytam. Jak można wierzyć w „najbezpieczniejsze, najlepiej przebadane i niezwykle skuteczne”?! Widząc, jak owe badania „przebiegają”. Pokazałem zaledwie ułamek przykładów, które podważają dokumentnie wiarygodność tej dziedziny. 

I tak oto wyznaczane są „najnowsze standardy, zalecenia, wskazówki... abyśmy długo żyli i aby się nam dobrze nam powodziło...”. 

Nie wiem czy akurat nam, ale niektórym w wyniku tego, dobrze się powodzi na pewno, przynajmniej w wymiarze materialnym. Skoro o „standardach” Pani wspomina, to warto również pokazać, jak owe są „ustanawiane”. W książce „Mit osteoporozy” Thierry Souccar opisuje, w jaki sposób zostały ustalone kryteria i wytyczne dotyczące zaburzeń mineralizacji kości. „Akcja” miała miejsce w czerwcu 1992 r. w Rzymie, pod auspicjami WHO. W rzeczywistości na 16 uczestników tylko 1 przynależał do WHO, a 13(!) było członkami stowarzyszenia badawczego, finansowanego przez przemysł farmaceutyczny. Poza jednym wszyscy pozostali uczestnicy, byli w sposób indywidualny powiązani z przemysłem farmaceutycznym, dodatkowo część z nich była jeszcze związana z przemysłem mleczarskim. Na tym nie koniec, całe spotkanie zostało sfinansowane przez firmy Sandoz, Smith-Kline Beecham, Rorer. Ale, to wciąż nie koniec tego „eksperymentu badawczego”. Szanowni „eksperci” pochylali się nad pytaniem: w jaki sposób i na podstawie jakich kryteriów, można odróżnić utratę masy kostnej związaną z wiekiem, od utraty patologicznej, podnoszącej ryzyko patologicznych złamań. Przez dwa dni „eksperci przyglądali się zagadnieniu z każdej strony”, zastanawiając się, w którym miejscu poprowadzić „kreskę” pomiędzy normą i patologią. Ponieważ debata przeciągała się już drugi dzień, było bardzo gorąco, a postępów żadnych, jeden z uczestników wstał, podszedł do tablicy, pociągnął linię poziomą i zaproponował: „a gdybyśmy zrobili tak”? Na co z wielką ulgą przytaknęli pozostali uczestnicy. Od tego czasu wszystkie kobiety z wynikiem badań densytometrycznych poniżej -2,5 uznawane są za „osteoporotyczki”. To wciąż jednak nie koniec nawet, jeśli wydaje się, że granice absurdu zostały solidnie przekroczone. Otóż, zadano sobie pytanie: jak określić kobiety, które znajdują się tuż nad linią -2,5? W ten oto sposób wprowadzono pojęcie osteopenii, wówczas jednak, czyli w 1992 r. nie była to jednostka chorobowa. Kategoria ta miała służyć epidemiologom, którzy lubią przeprowadzać różne klasyfikacje. Z biegiem czasu, niepostrzeżenie, stała się również jednostkę chorobową, która podlega leczeniu... 

Nie, nie są to moje opowieści, to opis uczestnika tamtejszych zdarzeń, prof. Anna Tosteson, profesora medycyny w Dartmouth. W analogiczny sposób „wybadano” nowe wartości norm dla innych parametrów. Kiedy studiowałem, a nie było to w zbyt zamierzchłych czasach, górna granica normy dla ciśnienia tętniczego wynosiła 140/90 mm Hg. Nagle, praktycznie z dnia na dzień, „najnowsze badania naukowe, spod ręki najlepszych na świecie amerykańskich specjalistów” wykazały, że od tej pory (terminu ważności na razie nie znamy) górna granica normy będzie wynosiła 130/80, ale... ci, u których stwierdza się wartości 125/75, są już „przed ciśnieniowcami” i takowych również należy objąć leczeniem. Z normą dla glukozy rzecz miała się podobnie — podczas moich studiów, górna granica wynosiła 120 mg/ dl, dzisiaj... 99 i oczywiście wprowadzono kategorię „pacjenta przed cukrzycowego”, co do którego, na tzw. kongresach diabetologicznych już zapowiada się, konieczność „objęcia opieką”, rozumie Pani. Dla cholesterolu? Podobnie, tu „wybadano najnowsze i jeszcze lepsze normy” już kilkakrotnie, a badania wciąż trwają. W rezultacie, leczenie farmakologiczne coraz częściej proponowane jest osobom, mającym się całkiem dobrze (no, ale może tak im się tylko wydaje...). „Warto wiedzieć, że owe kongresy, spotkania, badania, grupy (bardzo) robocze, są w całości finansowane przez firmy farmaceutyczne”, Ray Moynihan, autor „Sprzedając choroby: jak producenci leków przekształcają nas wszystkich w pacjentów”. 

Niezwykle trafny tytuł książki na zakończenie tej rozmowy... W istocie jatrogenny, czyli indukujący choroby/patologie, staje się system, który w początkowym założeniu miał nas przed nimi chronić... 

Jak Pani widzi, omawiany od trzech numerów temat, jest dzisiaj o wiele bardziej subtelny, niż omyłkowe podanie leku czy amputacja stopy prawej zamiast lewej. Powiem więcej, z jednej strony bardziej subtelny, z drugiej... coraz bardziej perwersyjny. Pacjent z podmiotu stał się przedmiotem, nie jest już celem, stał się środkiem, środkiem do... 

C’est ca, a zatem... a bientot! 

W opracowaniu artykułu wykorzystano dane z następujących publikacji:

  • Sante, mensonges et (toujours) propagande, Jeremy Anso, 2018
  • Porażka recenzji naukowych w dziedzinie medycyny, Brendan D. Murphy 

Więcej wiedzy na temat zdrowia zdobędziesz na konferencji pt. Czego Ci lekarz nie powie

Te artykuły zyskują na popularności

Harmonia 2015 wrzesień-paździe...
miniaturka
2015-09-01

Cholesterolowa norma na zamówienie

Ci, którzy się tym interesują wiedzą, że od ponad 20 lat nie opracowano żadnego nowego antybiotyku. Niemniej jednak, szczególnie w przypadku zakażenia bakteryjnego, antybiotyki...

Harmonia 2019 wrzesień-paździe...
miniaturka
2019-09-01

Ozonowanie krwi – skuteczna stymulacja układu odpornościowego

Czym jest terapia ozonem?

Medyczny ozon jest zawsze mieszaniną najczystszego ozonu i najczystszego tlenu.


Harmonia 2019 marzec-kwiecień
miniaturka
2019-03-01

Czego nie wiemy o statynach?

Statyny to związki tzw. inhibitorów reduktazy HMG-CoA. Odkryto je stosunkowo niedawno, bo dopiero w 1973 roku. Statyny zostały wprowadzone do obrotu handlowego w 1987 roku. Wprowadziła...

Choroby cywilizacyjne
miniaturka
2020-09-01

Przechytrzyć cukrzycę. Część 1

Aby garstka mogła dobrze żyć, tłumy muszą umierać.

Wyścig z czasem


Lekarz, specjalista Medycyny Tropikalnej i Medycyny Podróży. Studiował w Strasburgu oraz Nancy. Członek Europejskiego Centrum Studiów C.G. Junga w Strasburgu. Wykładowca na kierunku naturoterapia GWSP w zakresie profilaktyki, detoksykacji oraz suplementacji.
Harmonia 2020 styczeń-luty (wydanie cyfrowe)

Archiwalne numery



Archiwalne numery

Nasi eksperci

Redakcja

Redakcja czasopisma Harmonia.
Twoje Zdrowie,
Twoja odpowiedzialność.

 

Prenumerata: 728 457 165
Stoiska wystawiennicze: 503 447 471
Bilety na konferencje: 728 457 165
Reklama: 503 447 471
Redakcja: 728 457 165

[email protected]
[email protected]
www.harmoniatwojezdrowie.com

facebook.com/harmoniatwojezdrowie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Dziękujemy, że korzystasz z legalnego źródła. Pamiętaj! Wydawca nie wyraża zgody na pobieranie, kopiowanie, powielanie i udostępnianie materiałów bez zgody Wydawcy poza portalem harmoniatwojezdrowie.com. Pobieranie, kopiowanie i powielanie materiału opublikowanych w portalu Harmonia Twoje Zdrowie Twoja Odpowiedzialność bez zgody Wydawcy to poważne przestępstwo. Jeśli chcesz możesz udostępnić link do portalu w mediach społecznościowych.

Zobacz koniecznie

Nagranie z konferencji „Czego Ci lekarz nie powie” 13.11.2021 z G2 Arena Jasionka k. Rzeszowa

zobacz teraz

COOKIES

Korzystamy z Cookies, by zapewnić Ci dostęp do informacji, wszystkich oferowanych usług, by gromadzić informacje związane z korzystaniem z serwisu, a także wyświetlać reklamy dopasowane do użytkowników. Stosowane przez nas pliki typu cookies umożliwiają właściwe wyświetlanie treści, analizę ruchu internetowego, ruchu reklamowego, a także utrzymanie sesji po zalogowaniu. Można wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając z naszej strony wyrażasz zgodę na używanie Cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.