Dobre wibracje

Zaproszenie na Festiwal Pełnia Zdrowia (Filharmonia Śląska, 5 listopada 2022 r.)

Iʼm pickinʼ up good vibrations

Sheʼs giving me excitations

The Beach Boys, Good Vibrations

Nie można oczekiwać pełni zdrowia bez życzliwego serca. Terapeutyczny jest także dotyk. Człowiek niedotykany umiera. Odczuwając ból, dotykamy miejsc, z których przychodzi. Gdy dziecko stłucze kolano, mama bez namysłu, wręcz intuicyjnie całuje zranione miejsce. Dotyk wilgotnych ust koi ból, ślina dezynfekuje ranę. Przeczuwają to także zwierzęta liżące rany i swoje potomstwo.

Pójdźmy do fi lharmonii, posłuchajmy muzyki. Niech spłyną na nas dobre wibracje. Kultura, jaką wytworzyliśmy: przestrzeń słowa, plastyki i dźwięku ma w sobie terapeutyczną energię. Kiedyś podczas Festiwalu Kultury Zdrowia zorganizowanego w czerwcu 2021 r. w Rudzie Śląskiej zadano zasadne pytanie: W zdrowym ciele zdrowy duch czy może raczej odwrotnie? Dlaczego kultura jest tak istotna dla zdrowia człowieka? Podczas przygotowań do kolejnej edycji Festiwalu zapytałem lekarza Rafała Barona o to, czego teraz najbardziej potrzebujemy, aby być zdrowymi? Odpowiedział, że są w tej mierze dwie perspektywy: fi – zyczna i duchowa. „Uwarunkowania organiczne to te, które zapewniają prawidłowe funkcjonowanie mechanizmów fi zjologicznych, na przykład ruch, właściwe trawienie, prawidłowa ilość witaminy D3, jodu… Wszystko to kwestie elementarne, umożliwiające utrzymanie organizmu w zdrowiu. Niedawne badania dr. Zbigniewa Martyki, który pochylał się nad zdrowiem pacjentów, przyjętych na jego zakaźny oddział, wskazują, że praktycznie wszystkim brakowało witaminy D3, gwarantującej organizmowi możliwość wytwarzania chroniącego go antybiotyku, bez konieczności przyjmowania go z zewnątrz. To ona w dużej mierze moduluje funkcjonowanie układu odpornościowego”. To sprawa pierwsza, ale jest jeszcze druga, na którą zwrócił uwagę: „W wymiarze duchowym istotna jest kwestia wspólnoty, którą tracimy. Zamiast niej wpychani jesteśmy w tłum, a tłum ze swojej istoty (w przeciwieństwie do tego, czym jest wspólnota) depersonalizuje. W tłumie zatracamy wartości i poczucie wymiaru osobistego, w tłumie nie ma mowy o wspólnocie, która ma życiodajne znaczenie dla jednostki. W konsekwencji tracimy zdolność do twórczego myślenia, nawiązywania relacji, przestajemy brać za siebie odpowiedzialność. W tłumie zatracamy indywidualność, a przecież ludzkie życie ma wymiar indywidualny. W tłumie łatwo o samobójczą konstatację, którą można streścić w słowach: «przecież wszyscy tak robią»”. Człowiek szuka drugiego, szuka przeżyć, które możliwe są tylko we wspólnocie. Nie można żyć pełnią bez rytuału, bez celebracji. W rytuale dotykamy tajemnicy, tego, co metafi zyczne, uczestniczymy w nim, pragnąc bezpieczeństwa i wspólnoty, a to podkreśla naszą indywidualność. Pandemia, a ściślej decyzje najrozmaitszych zwierzchności, uderzyły w rdzeń tego, co najważniejsze. Przestaliśmy się spotykać i dotykać, przestaliśmy rozmawiać twarzą w twarz, współistnieć i współprzeżywać, doświadczać drugiego w jego bezpośredniej bliskości. Kwestię tę podnieść można i w szerszym kontekście: „O rzeczach istotnych rozmawiamy z psychoterapeutą czy psychiatrą, a nie w gronie najbliższych. Pod naporem mediów czy modnych trendów zatraciliśmy poczucie duchowego wymiaru naszego życia. To bardzo niebezpieczne, bo jesteśmy sprowadzani głównie do dwóch punktów odniesienia, którymi są: przyjemność i znaczenie. Zbyt często odpowiedź na fundamentalne pytanie «kim jestem?» zredukowana jest jedynie do funkcji, jaką pełni dana osoba: «Jestem lekarzem albo prawnikiem». Tymczasem to właśnie jedynie funkcja, w ramach której, możemy swoje człowieczeństwo odkrywać i realizować, która jednak tego człowieczeństwa nie defi niuje. I jak każda zbyt szybko udzielona odpowiedź, redukuje najczęściej istotę pytania. W tym wypadku, zatrzymując się na «opakowaniu ». Tymczasem w zależności od odpowiedzi na tak postawione pytanie, inaczej będę postrzegał innych, zgodnie z twierdzeniem Victora Emila Frankla: «nie zaprowadzisz drugiego człowieka dalej, niż sam zaszedłeś ». Zatem, jeśli na pytanie «kim jesteś? », odpowiadasz «lekarzem», to w drugim dostrzeżesz, tylko «pacjenta »; «prawnikiem» – tylko «klienta/ petenta» z wszystkimi tego konsekwencjami… Bez wymiaru duchowego dramatycznie redukujemy życie. Z ciałem i duszą jest tak, jak w zależności między wirtuozem a instrumentem. Wirtuoz, aby grać, potrzebuje sprawnego instrumentu, podobnie człowiek, aby mógł funkcjonować w psychicznym komforcie, potrzebuje sprawnego ciała. Człowiek przychodzący do lekarza ze schorzeniem musi wiedzieć, dlaczego ma być zdrowy i dlaczego powinien się leczyć, w przeciwnym razie trudno zaangażować go w proces terapeutyczny, którego celem jest przecież przywrócenie fi zjologicznej równowagi. Duch i ciało muszą ze sobą współistnieć. Mam wrażenie, że często dajemy wyraz pewnemu zagubieniu, owszem chcemy być zdrowi, ale nie zawsze wiemy dlaczego. Pozostajemy przy formie, ale zatracamy treść”. Mój rozmówca zauważa, że w wielu nowoczesnych domach, mieszkaniach, nie chcemy mieć książek. Nie ma już prywatnych bibliotek, tego cudownego otoczenia myśli i wrażeń. Bardziej interesuje nas, jaki model samochodu kupić czy jaki dom wybudować na miarę czasu i mód. Prawda jest taka, że jeżeli zaczynają dominować kwestie materialne, katastrofa naszego człowieczeństwa jest tylko kwestią czasu. Interesujące, a zarazem smutne jest to, jak wielu lekarzy robi dziś specjalizacje w dziedzinie medycyny estetycznej, a zatem odnoszącej się do owego opakowania, w którym człowiek chce dobrze wyglądać, choć przecież nie zatrzyma czasu ani nieubłaganych praw natury. Dla naszego zdrowia tak fi zycznego, jak i psychicznego istotne znaczenie ma sztuka życia, także ta, wyrażająca się w dziełach twórców, ta, która nie jest po to, aby sprawiać przyjemność, ale aby człowiek doświadczał nadziei, przemiany, refl eksji, a tym samym uzdrowienia.

Odwołajmy się do wypowiedzi Glena Goulda, który powiedział, że „celem sztuki nie jest spowodowanie chwilowego wydzielania się adrenaliny, ale stopniowe budowanie na przestrzeni całego życia stanu oczarowania i wewnętrznego spokoju”. Owszem nie ma nic złego w tym, aby sztuka się podobała, nie to jednak jest jej sensem. W sztuce musimy poszukiwać energii, mogącej dokonać w człowieku przemiany. Jednak, aby ta energia mogła się w nas uwolnić i przeniknąć w głąb, trzeba tego zapragnąć, mieć świadomość jej znaczenia, trzeba jej poszukiwać i odkrywać, tak, aby wychylała się ku wartościom.

„Powróćmy jednak do wibracji. Fizjoterapeuta, terapeuta TMCH, a także muzyko- i dźwiękoterapeuta Fabien Maman, wskazał, że działanie na komórki między dźwiękiem c1 i c2, a więc w zakresie dźwiękowym między 256 a 512 herców, przy kilku minutowej ekspozycji na dźwięk o tej wysokości, doprowadza do rozpadu komórek nowotworowych, podczas gdy komórki zdrowe pozostają nietknięte. Tym samym dźwięk działa na nas w sposób organiczny. Można zatem podnieść wibracje za pomocą muzyki także w wymiarze fi zycznym. W ramach dźwiękoterapii dla terapeuty narzędziem diagnostycznym jest także głos pacjenta. Uważny lekarz potrafi zdiagnozować, co nie wibruje, tak jak powinno”.

Zatem, jakie zadanie ma sztuka, czy w ogóle kultura? Sugestia lekarza brzmi: „Myślę, że kultura i sztuka to przestrzenie służące przywracaniu człowiekowi jego wertykalnego wymiaru. Zbyt często pozostajemy jedynie w wymiarze horyzontalnym. Dziś kultura zanadto wyraża narcyzm twórców i niebezpiecznie przechyla się – jak wspomniałem – wyłącznie ku sprawianiu przyjemności, kosztem nadziei na przemianę. Dziś często idziemy na koncert nie po to, aby jej doświadczyć, dotknąć piękna, ale dla przyjemności. To za mało. Do odbioru sztuki należy być przygotowanym i tu trzeba wysiłku, jak w każdym doświadczeniu wartości. Dezintegracja osobowości, rozdarcie między potrzebą przyjemności, owego też już wspomnianego znaczenia, a potrzebą nadania sensu życiu, czyli wypełnienia go treścią o wymiarze duchowym. Wspomniana przeze mnie dezintegracja powoduje, że w jednym człowieku odzywa się kilka osobowości. Jedna cząstka szuka przyjemności często niezależnie od etyki, druga znaczenia i wynikłego z niego poczucia wartości, a jest i taka, która poszukuje sensu, choć dziś ta ostatnia cząstka często bywa przytłoczona, wręcz skarlała”. Człowiek, poprzestając na kategoriach przyjemności i znaczenia, jest szczególnie podatny na manipulację. Niemożliwe jest życie bez wartości. Wybieramy je świadomie lub nieświadomie, to pierwsze rozwiązanie jest oczywiście lepsze. Wybieramy wartości, aby wokół nich konstruować życie.

Podczas planowanego na listopad spotkania w Filharmonii Śląskiej muzycy nie będą grali na 440, ale 432 Hz. „Jest to najtrafniejsza częstotliwość, ponieważ dla funkcjonowania naszego organizmu istotny jest dźwięk harmonizowany właśnie do 432 Hz. Doświadczymy dobrych wibracji i piękna muzyki, pamiętając o tym, że pacjent nie choruje, dlatego, że brakuje leku, ale dlatego, że w jego organizmie nastąpiło rozstrojenie. Naturalną tendencją powinno być zatem dostrojenie”. Jest cała paleta dźwięków, które w poszczególnych zakresach przywołują różne skojarzenia i wspomnienia. Także prawdziwa rozmowa pozostawia ślad, a i głos wywołuje, o czym była już mowa, reakcję, ta z kolei stymuluje kolejną wypowiedź. To jednak nie może się dokonać w ramach monologu.

Muzyka nastraja wszystkie trzy wymiary człowieka – zarówno duszę, psychikę, jak i ciało. I to bardzo konkretnie, a nie „abstrakcyjnie”. Uruchamia też przestrzenie wcześniej uśpione. Słuchając muzyki, poszerzamy zakres naszych wrażliwości. Określone harmonie wywołują określone wspomnienia. Istnieje też tęsknota, która prowadzi ku nadziei, że życie trwa i jest dobre. Tak jak istnienie pragnienia jest dowodem istnienia wody, tak piękno jest dowodem wartości człowieka. Pójdźmy w jej stronę… Zapraszamy serdecznie 5 listopada do Filharmonii Śląskiej, gdzie zaplanowaliśmy kolejną odsłonę Festiwalu Pełnia Zdrowia. Cały dzień będzie można uczestniczyć w wykładach, rozmowach z zaproszonymi gośćmi i wysłuchać kameralnych koncertów. Zwieńczeniem dnia będzie zaś koncert muzyki Wojciecha Kilara w wykonaniu orkiestry kameralnej Filharmonii Śląskiej, zagrany, jak już wspomniałem, na częstotliwości 432 Hz.

Iʼm pickinʼ up good vibrations

Sheʼs giving me excitations

The Beach Boys, Good Vibrations

Nie można oczekiwać pełni zdrowia bez życzliwego serca. Terapeutyczny jest także dotyk. Człowiek niedotykany umiera. Odczuwając ból, dotykamy miejsc, z których przychodzi. Gdy dziecko stłucze kolano, mama bez namysłu, wręcz intuicyjnie całuje zranione miejsce. Dotyk wilgotnych ust koi ból, ślina dezynfekuje ranę. Przeczuwają to także zwierzęta liżące rany i swoje potomstwo.

Pójdźmy do fi lharmonii, posłuchajmy muzyki. Niech spłyną na nas dobre wibracje. Kultura, jaką wytworzyliśmy: przestrzeń słowa, plastyki i dźwięku ma w sobie terapeutyczną energię. Kiedyś podczas Festiwalu Kultury Zdrowia zorganizowanego w czerwcu 2021 r. w Rudzie Śląskiej zadano zasadne pytanie: W zdrowym ciele zdrowy duch czy może raczej odwrotnie? Dlaczego kultura jest tak istotna dla zdrowia człowieka? Podczas przygotowań do kolejnej edycji Festiwalu zapytałem lekarza Rafała Barona o to, czego teraz najbardziej potrzebujemy, aby być zdrowymi? Odpowiedział, że są w tej mierze dwie perspektywy: fi – zyczna i duchowa. „Uwarunkowania organiczne to te, które zapewniają prawidłowe funkcjonowanie mechanizmów fi zjologicznych, na przykład ruch, właściwe trawienie, prawidłowa ilość witaminy D3, jodu… Wszystko to kwestie elementarne, umożliwiające utrzymanie organizmu w zdrowiu. Niedawne badania dr. Zbigniewa Martyki, który pochylał się nad zdrowiem pacjentów, przyjętych na jego zakaźny oddział, wskazują, że praktycznie wszystkim brakowało witaminy D3, gwarantującej organizmowi możliwość wytwarzania chroniącego go antybiotyku, bez konieczności przyjmowania go z zewnątrz. To ona w dużej mierze moduluje funkcjonowanie układu odpornościowego”. To sprawa pierwsza, ale jest jeszcze druga, na którą zwrócił uwagę: „W wymiarze duchowym istotna jest kwestia wspólnoty, którą tracimy. Zamiast niej wpychani jesteśmy w tłum, a tłum ze swojej istoty (w przeciwieństwie do tego, czym jest wspólnota) depersonalizuje. W tłumie zatracamy wartości i poczucie wymiaru osobistego, w tłumie nie ma mowy o wspólnocie, która ma życiodajne znaczenie dla jednostki. W konsekwencji tracimy zdolność do twórczego myślenia, nawiązywania relacji, przestajemy brać za siebie odpowiedzialność. W tłumie zatracamy indywidualność, a przecież ludzkie życie ma wymiar indywidualny. W tłumie łatwo o samobójczą konstatację, którą można streścić w słowach: «przecież wszyscy tak robią»”. Człowiek szuka drugiego, szuka przeżyć, które możliwe są tylko we wspólnocie. Nie można żyć pełnią bez rytuału, bez celebracji. W rytuale dotykamy tajemnicy, tego, co metafi zyczne, uczestniczymy w nim, pragnąc bezpieczeństwa i wspólnoty, a to podkreśla naszą indywidualność. Pandemia, a ściślej decyzje najrozmaitszych zwierzchności, uderzyły w rdzeń tego, co najważniejsze. Przestaliśmy się spotykać i dotykać, przestaliśmy rozmawiać twarzą w twarz, współistnieć i współprzeżywać, doświadczać drugiego w jego bezpośredniej bliskości. Kwestię tę podnieść można i w szerszym kontekście: „O rzeczach istotnych rozmawiamy z psychoterapeutą czy psychiatrą, a nie w gronie najbliższych. Pod naporem mediów czy modnych trendów zatraciliśmy poczucie duchowego wymiaru naszego życia. To bardzo niebezpieczne, bo jesteśmy sprowadzani głównie do dwóch punktów odniesienia, którymi są: przyjemność i znaczenie. Zbyt często odpowiedź na fundamentalne pytanie «kim jestem?» zredukowana jest jedynie do funkcji, jaką pełni dana osoba: «Jestem lekarzem albo prawnikiem». Tymczasem to właśnie jedynie funkcja, w ramach której, możemy swoje człowieczeństwo odkrywać i realizować, która jednak tego człowieczeństwa nie defi niuje. I jak każda zbyt szybko udzielona odpowiedź, redukuje najczęściej istotę pytania. W tym wypadku, zatrzymując się na «opakowaniu ». Tymczasem w zależności od odpowiedzi na tak postawione pytanie, inaczej będę postrzegał innych, zgodnie z twierdzeniem Victora Emila Frankla: «nie zaprowadzisz drugiego człowieka dalej, niż sam zaszedłeś ». Zatem, jeśli na pytanie «kim jesteś? », odpowiadasz «lekarzem», to w drugim dostrzeżesz, tylko «pacjenta »; «prawnikiem» – tylko «klienta/ petenta» z wszystkimi tego konsekwencjami… Bez wymiaru duchowego dramatycznie redukujemy życie. Z ciałem i duszą jest tak, jak w zależności między wirtuozem a instrumentem. Wirtuoz, aby grać, potrzebuje sprawnego instrumentu, podobnie człowiek, aby mógł funkcjonować w psychicznym komforcie, potrzebuje sprawnego ciała. Człowiek przychodzący do lekarza ze schorzeniem musi wiedzieć, dlaczego ma być zdrowy i dlaczego powinien się leczyć, w przeciwnym razie trudno zaangażować go w proces terapeutyczny, którego celem jest przecież przywrócenie fi zjologicznej równowagi. Duch i ciało muszą ze sobą współistnieć. Mam wrażenie, że często dajemy wyraz pewnemu zagubieniu, owszem chcemy być zdrowi, ale nie zawsze wiemy dlaczego. Pozostajemy przy formie, ale zatracamy treść”. Mój rozmówca zauważa, że w wielu nowoczesnych domach, mieszkaniach, nie chcemy mieć książek. Nie ma już prywatnych bibliotek, tego cudownego otoczenia myśli i wrażeń. Bardziej interesuje nas, jaki model samochodu kupić czy jaki dom wybudować na miarę czasu i mód. Prawda jest taka, że jeżeli zaczynają dominować kwestie materialne, katastrofa naszego człowieczeństwa jest tylko kwestią czasu. Interesujące, a zarazem smutne jest to, jak wielu lekarzy robi dziś specjalizacje w dziedzinie medycyny estetycznej, a zatem odnoszącej się do owego opakowania, w którym człowiek chce dobrze wyglądać, choć przecież nie zatrzyma czasu ani nieubłaganych praw natury. Dla naszego zdrowia tak fi zycznego, jak i psychicznego istotne znaczenie ma sztuka życia, także ta, wyrażająca się w dziełach twórców, ta, która nie jest po to, aby sprawiać przyjemność, ale aby człowiek doświadczał nadziei, przemiany, refl eksji, a tym samym uzdrowienia.

Odwołajmy się do wypowiedzi Glena Goulda, który powiedział, że „celem sztuki nie jest spowodowanie chwilowego wydzielania się adrenaliny, ale stopniowe budowanie na przestrzeni całego życia stanu oczarowania i wewnętrznego spokoju”. Owszem nie ma nic złego w tym, aby sztuka się podobała, nie to jednak jest jej sensem. W sztuce musimy poszukiwać energii, mogącej dokonać w człowieku przemiany. Jednak, aby ta energia mogła się w nas uwolnić i przeniknąć w głąb, trzeba tego zapragnąć, mieć świadomość jej znaczenia, trzeba jej poszukiwać i odkrywać, tak, aby wychylała się ku wartościom.

„Powróćmy jednak do wibracji. Fizjoterapeuta, terapeuta TMCH, a także muzyko- i dźwiękoterapeuta Fabien Maman, wskazał, że działanie na komórki między dźwiękiem c1 i c2, a więc w zakresie dźwiękowym między 256 a 512 herców, przy kilku minutowej ekspozycji na dźwięk o tej wysokości, doprowadza do rozpadu komórek nowotworowych, podczas gdy komórki zdrowe pozostają nietknięte. Tym samym dźwięk działa na nas w sposób organiczny. Można zatem podnieść wibracje za pomocą muzyki także w wymiarze fi zycznym. W ramach dźwiękoterapii dla terapeuty narzędziem diagnostycznym jest także głos pacjenta. Uważny lekarz potrafi zdiagnozować, co nie wibruje, tak jak powinno”.

Zatem, jakie zadanie ma sztuka, czy w ogóle kultura? Sugestia lekarza brzmi: „Myślę, że kultura i sztuka to przestrzenie służące przywracaniu człowiekowi jego wertykalnego wymiaru. Zbyt często pozostajemy jedynie w wymiarze horyzontalnym. Dziś kultura zanadto wyraża narcyzm twórców i niebezpiecznie przechyla się – jak wspomniałem – wyłącznie ku sprawianiu przyjemności, kosztem nadziei na przemianę. Dziś często idziemy na koncert nie po to, aby jej doświadczyć, dotknąć piękna, ale dla przyjemności. To za mało. Do odbioru sztuki należy być przygotowanym i tu trzeba wysiłku, jak w każdym doświadczeniu wartości. Dezintegracja osobowości, rozdarcie między potrzebą przyjemności, owego też już wspomnianego znaczenia, a potrzebą nadania sensu życiu, czyli wypełnienia go treścią o wymiarze duchowym. Wspomniana przeze mnie dezintegracja powoduje, że w jednym człowieku odzywa się kilka osobowości. Jedna cząstka szuka przyjemności często niezależnie od etyki, druga znaczenia i wynikłego z niego poczucia wartości, a jest i taka, która poszukuje sensu, choć dziś ta ostatnia cząstka często bywa przytłoczona, wręcz skarlała”. Człowiek, poprzestając na kategoriach przyjemności i znaczenia, jest szczególnie podatny na manipulację. Niemożliwe jest życie bez wartości. Wybieramy je świadomie lub nieświadomie, to pierwsze rozwiązanie jest oczywiście lepsze. Wybieramy wartości, aby wokół nich konstruować życie.

Podczas planowanego na listopad spotkania w Filharmonii Śląskiej muzycy nie będą grali na 440, ale 432 Hz. „Jest to najtrafniejsza częstotliwość, ponieważ dla funkcjonowania naszego organizmu istotny jest dźwięk harmonizowany właśnie do 432 Hz. Doświadczymy dobrych wibracji i piękna muzyki, pamiętając o tym, że pacjent nie choruje, dlatego, że brakuje leku, ale dlatego, że w jego organizmie nastąpiło rozstrojenie. Naturalną tendencją powinno być zatem dostrojenie”. Jest cała paleta dźwięków, które w poszczególnych zakresach przywołują różne skojarzenia i wspomnienia. Także prawdziwa rozmowa pozostawia ślad, a i głos wywołuje, o czym była już mowa, reakcję, ta z kolei stymuluje kolejną wypowiedź. To jednak nie może się dokonać w ramach monologu.

Muzyka nastraja wszystkie trzy wymiary człowieka – zarówno duszę, psychikę, jak i ciało. I to bardzo konkretnie, a nie „abstrakcyjnie”. Uruchamia też przestrzenie wcześniej uśpione. Słuchając muzyki, poszerzamy zakres naszych wrażliwości. Określone harmonie wywołują określone wspomnienia. Istnieje też tęsknota, która prowadzi ku nadziei, że życie trwa i jest dobre. Tak jak istnienie pragnienia jest dowodem istnienia wody, tak piękno jest dowodem wartości człowieka. Pójdźmy w jej stronę… Zapraszamy serdecznie 5 listopada do Filharmonii Śląskiej, gdzie zaplanowaliśmy kolejną odsłonę Festiwalu Pełnia Zdrowia. Cały dzień będzie można uczestniczyć w wykładach, rozmowach z zaproszonymi gośćmi i wysłuchać kameralnych koncertów. Zwieńczeniem dnia będzie zaś koncert muzyki Wojciecha Kilara w wykonaniu orkiestry kameralnej Filharmonii Śląskiej, zagrany, jak już wspomniałem, na częstotliwości 432 Hz.

Koszyk
Przewijanie do góry