Gdzie tylko mogę, mówię publicznie, że „pandemię” można zatrzymać w ciągu jednego do dwóch tygodni. Kluczem do zatrzymania tego szaleństwa jest wyleczenie chorych. Wyleczony chory nie umiera. Nie ma chorych, nie ma zgonów, nie ma potrzeby na jakiekolwiek restrykcje, segregacje, maseczki, lockdowny, no i oczywiście nie ma żadnej potrzeby stosowania tak zwanych szpryc genetycznych.
Jak już wcześniej pisałem, 9 lipca 2021, polski Prezydent Andrzej Duda został zawiadomiony przez profesorów medycyny, że pandemia może być błyskawicznie zatrzymana. Cała Polska wróciłaby do stanu sprzed dwóch lat. Wrócilibyśmy do normalności.
Z nieznanego mi powodu, Prezydent Polski zignorował profesorów medycyny, a co za tym idzie, nie zatrzymał pandemii, chociaż pierwszy krok do jej zatrzymania mógł i powinien był zrobić. Z tego powodu „pandemia” trwa, a od 9 lipca 2021 setki tysięcy Polaków zachorowało i zmarło. Dochodzi do absurdów, gdzie nie tylko Polski Prezydent nie chce zatrzymać pandemii, ale pandemii nie chcą zatrzymać również polscy lekarze, a w szczególności anestezjolodzy.
Ostatnio, lekarze z Państwowych Ośrodków Zdrowia otrzymali po 20 000 zł tzw. premii motywacyjnej za propagowanie stosowania szpryc genetycznych. Jeden z komentatorów wykazał, że wielu lekarzy zarabia 100 000 do 200 000 zł miesięcznie z powodu tzw. dodatków kowidowych, czyli masowego stawiania diagnozy „COVID-19”. Nawet jeśli ktoś spadł z dachu i się zabił, to też przyczyną śmierci był COVID-19. Polscy anestezjolodzy, którzy są na pierwszej linii frontu, jeśli chodzi o leczenie chorych na COVID-19, w szczególności ciężkich przypadków, również nie chcą leczyć, na co mam niezbite dowody. Wydawać by się mogło, że polscy politycy powinni krzyczeć o tym z trybuny sejmowej, a ich po prostu zamurowało. Nie mówią o tym ani jednego słowa. Z jakiegoś powodu wygląda na to, jakby im również zależało na dalszym utrzymaniu tego szaleństwa. Co w takim przypadku robić? Gdzie sięgnąć po pomoc?
Okazało się, że rozwiązanie istnieje! Dowiedziałem się, że kilka polskich fryzjerek nauczyło się leczyć chorych na COVID-19, podając wlewy z Askorbinianu Sodu, DMSO, czy z wody utlenionej o stężeniu 0,04 do 0,06%. Czyli to, o czym piszę i mówię już od lat. Dzisiaj, jest już kilkaset osób, do których należą fryzjerki, ale też i kosmetyczki, sportowcy, kierowcy autobusów, jest też pani, która pracuje „na kasie” w jednym z supermarketów. To są zwykli ludzie nie mający niczego wspólnego z medycyną. Przyjeżdżają do domów prywatnych i leczą. Skuteczność leczenia COVID-19 mają stuprocentową! Czas leczenia to jeden do trzech dni, bez jakichkolwiek skutków ubocznych, bez amantadyny, iwermektyny, hydroksychlorochiny itd. Wiele z tych osób ukończyło specjalistyczny kurs zakładania wenflonów. Tak więc robią to z zachowaniem pełnych rygorów dotyczących techniki zakładania wenflonów i spraw związanych z bezpieczeństwem ich stosowania. Muszę teraz przyznać, że niemalże każdego dnia, zawiadamiany jestem, że zaczynają to robić już pielęgniarki czy ratownicy medyczni, a nawet lekarze. Największy problem oczywiście jest z lekarzami w szpitalach, którzy po prostu nie chcą leczyć. Kiedyś opublikowałem tzw. mem w mediach społecznościowych, który mówił: „Gdzie lekarz nie chce, tam fryzjerka zechce”
Jesteśmy jedynym państwem na świecie, gdzie powstał społeczny ruch skutecznego leczenia COVID- 19. Takiej skuteczności nie osiąga w Polsce ani na świecie żaden ze szpitali. Z jednej strony należy się tym cieszyć, a z drugiej strony jest to wstyd dla polskiej medycyny. Jest to też tragedią, bo Polacy „leczeni” są w polskich szpitalach z zastraszająco niską skutecznością, no i oczywiście umierają, podczas gdy, jak widać, można by im życie uratować.
A tu, nagle, niespodzianka! Zawiadomiono mnie, że do jednego ze szpitali w Polsce trafiła pacjentka w bardzo złym stanie z obustronnym zapaleniem płuc, które objęło 60% tkanki płucnej. Pacjentka miała oczywiście bardzo niską saturację krwi, trudności z oddychaniem i mówieniem. Pacjentka poprosiła dyżurującego lekarza o podanie jej wlewu z 80 g Askorbinian Sodu. Miała ze sobą odpowiedni preparat. I tutaj nastąpiło coś, czego sama pacjentka się nie spodziewała. Pan Doktor nie powiedział nawet jednego słowa sprzeciwu! Co więcej, poprosił pielęgniarkę o przygotowanie takiego wlewu i natychmiastowe podanie pacjentce. I tutaj nastąpił kolejny szok. Trzy godziny po podaniu tego wlewu, pacjentka zaczęła oddychać normalnie, zaczęła mówić bez jakiegokolwiek wysiłku, saturacja krwi tlenem wróciła do poziomu normalnego. Cud? Żaden cud. Tak właśnie działa Askorbinian Sodu.
Następnym cudem było to, że po raz pierwszy w historii leczenia COVID-19, w państwowym szpitalu (!), lekarz podał tę ratującą zdrowie i życie substancję. Lekarz ten, to taki lekarz „rodem z Nieba”. Pacjentce w takim stanie groził respirator, co oczywiście łączy się z 97% prawdopodobieństwem zgonu. Krótko mówiąc, lekarz ten uratował pacjentce życie.
I następna dobra wiadomość: kiedy informację o tym, co się stało w tym szpitalu, przekazałem na różnego rodzaju kanałach mediów społecznościowych, dostałem zawiadomienia, że w następnym już polskim szpitalu uratowano życie pacjentowi, któremu podano Askorbinian Sodu. Niestety zrobiono to po kryjomu. Dlaczego po kryjomu? Dlatego, że takim lekarzom, „koledzy lekarze” z Izby Lekarskiej mogą odebrać prawo wykonywania zawodu. Z tego powodu lekarze powinni mieć ochronę ustawową. To właśnie może im zapewnić Prezydent Polski poprzez wprowadzenie pod obrady Sejmu nowelizacji ustawy „O zawodzie lekarza i lekarza dentysty”. Dałoby to lekarzom ochronę przed wściekłymi atakami Izb Lekarskich, które, jak widać, nie stoją po stronie chorego pacjenta. Zastanawiam się też, po czyjej stronie stoi Prezydent Polski. Zostawiam to Państwu do rozstrzygnięcia.
P.S. Już dwa lata temu, w marcu, Profesor Andrzej Frydrychowski, zaoferował swoją pomoc Ministrowi Zdrowia i Premierowi polskiego rządu w walce z pandemią COVID-19. Jako jedyna osoba z tytułem profesora medycyny, złożył tę ofertę, aby ratować zdrowie i życie Polaków. Swoją wiedzę teoretyczną i praktyczną na ten temat chciał przekazać wyżej wymienionym urzędnikom. Podpisał się również pod petycją do Prezydenta Polski o wprowadzenie nowelizacji ustawy „O zawodzie lekarza i lekarza dentysty”, która po jej wprowadzeniu spowodowałaby zatrzymanie tak zwanej pandemii w ciągu dwóch tygodni. Polska wróciłaby do normalności. Premier polskiego rządu dwukrotnie zwracał się publicznie o pomoc w zatrzymaniu pandemii. Żaden z wyżej wymienionych urzędników na propozycję prof. Frydrychowskiego nie zareagował. Z jakiegoś powodu premier uściślił, że zwraca się do polityków. Do prof. Frydrychowskiego się nie zwrócił.
Znalazła się jednak instytucja, która zareagowała natychmiast. Była to Naczelna Izba lekarska, która prof. Frydrychowskiemu odebrała prawo wykonywania zawodu. Dożywotnio. Uzasadnienie: „Niedostateczne przygotowanie do wykonywania zawodu lekarza”.
Dla przypomnienia: Prof. dr hab. n. med. Andrzej Frydrychowski jest profesorem zwyczajnym, czyli tzw. Profesorem belwederskim. Tego typu tytuł otrzymują polscy naukowcy o największej wiedzy i dorobku naukowym. Taki tytuł nadaje Prezydent Polski.
Czy jest jeszcze ktoś, kto myśli, że oni naprawdę chcą zatrzymać pandemię?



