Wydzielanie potu to naturalny proces fizjologiczny. Gdy pocimy się w trakcie wysiłku fizycznego, czy też upału – nie mamy powodów do obaw. W ten sposób nasz organizm chroni nas przed przegrzaniem. System nerwowy pobudza gruczoły potowe, gdy temperatura ciała wzrasta, a one reagują, wydzielając pot. Gdy proces ten zaczyna nam uprzykrzać życie, powinna się zapalić tzw. czerwona lampka. Co w takich sytuacjach zaczynamy robić? Zamiast poszukać przyczyny – sięgamy po szybkie maskowanie, czyli różnego rodzaju dezodoranty i antyperspiranty. Dzięki nim czujemy się świeżo, a brzydki zapach jest mniej wyczuwalny. Hurra! Można stwierdzić – problem rozwiązany. A jednak nie – równolegle fundujemy sobie codzienną porcję chemicznych substancji, które zamiast pomagać – szkodzą!
Na półkach sklepowych znajdziemy mnóstwo propozycji – od kulek, po spraye, kremy i specjalne sztyfty. Producenci mamią nas różnymi oznaczeniami w stylu Greenwashing – czyli popularnej EKO ściemy. Na opakowaniach znajdziemy zielone listki, „naturalne” barwy etykiet, oznaczenia „0% SOLI ALUMINIUM”, czy „X% składników pochodzenia naturalnego”. Czy takie piktogramy dadzą nam gwarancję, że wybrany produkt będzie dobry dla naszego organizmu? Otóż nie – takie oznaczenia to często sprytne zabiegi producentów, aby odwrócić naszą uwagę od rzeczywistego składu produktu. Niestety sam skład również nie zawsze pokazuje wszystkie substancje zawarte w danym produkcie, bo jak się okazuje, kombinacja różnych składników może powodować wytwarzanie się innych. Dlatego warto zwrócić uwagę również na opakowanie produktu.
Valisere – niezależne laboratorium w Stanach Zjednoczonych, które zajmuje się weryfikacją badań, wzięło pod lupę wybraną grupę dezodorantów w sprayu. Przeprowadzone przez nich prace badawcze wykryły wysokie poziomy rakotwórczego benzenu w ogólnodostępnych produktach kosmetycznych, mających wpływ na proces pocenia. Aż 59 produktów z grupy przebadanych aerozoli zawierało benzen, który na mocy rozporządzenia 1223/2009 jest zakazany do stosowania w kosmetykach. Benzen klasyfikowany jest jako substancja kancerogenna – powoduje białaczkę, nowotwory krwi oraz szpiku kostnego, a główną drogą narażenia jest wdychanie, wchłanianie przez skórę, połknięcie, kontakt ze skórą lub oczami. W przypadku aerozoli za przyczynę obecności benzenu w tych produktach podaje się propelenty, będące pochodnymi ropy naftowej, m.in. butan, izobutan, propan. Każdy, kto kiedykolwiek używał aerozolu, doskonale wie, że wymienione formy kontaktu nie są niczym nowym – bez problemu możemy się go nawdychać, a nasza skóra w połączeniu z innymi składnikami pozwoli mu przeniknąć do naszego organizmu. Raport z badania Valisere jest ogólnodostępny i śledząc informacje w nim zawarte, łatwo jest zidentyfikować, jakich produktów dotyczy zaistniały problem. Okazuje się, że są one również dostępne na naszym rynku, w prawie każdym sklepie czy drogerii. Konsumenci szturmem udali się do specjalistycznych kancelarii prawnych, aby złożyć pozwy przeciwko producentom tych produktów. Czy skoro sytuacja miała miejsce w USA, to problem ten nie dotyczy naszego rynku? Można się obawiać, że nie. Tego rodzaju produkty zazwyczaj wytwarzane są w tych samych fabrykach – tam ktoś to zweryfikował, u nas nie. Czy w produktach znajdujących się na naszym rynku nie ma takich substancji jak: butan, izobutan czy propan? Oczywiście, że są! Nie tylko w dezodorantach, ale również w odświeżaczach powietrza czy chemii gospodarczej. Jak się więc uchronić przed tymi substancjami? Najlepiej wybierać w 100% naturalne kosmetyki, w których substancje takie jak butan, nie mają szansy się wytworzyć.
Jakich substancji należy unikać w dezodorantach?
Na końcu każdego ze składników opisana jest nazwa tej substancji w INCI, czyli systemie nazewnictwa substancji w produktach kosmetycznych. Dzięki temu możesz zweryfikować, czy Twój kosmetyk zawiera tę substancję.
1. Butan, Izobutan, Propan – czyli pochodne ropy naftowej – tych substancji w żadnym wypadku nie powinniśmy aplikować na błony śluzowe, bądź uszkodzoną skórę. Niestety o taką łatwo, w przypadku delikatnej skóry pod pachami, która często poddawana jest depilacji – szczególnie przez kobiety. (INCI: Butane, Isobutane, Propane).
2. Triclosan – substancja, której przypisuje się działanie bakteriobójcze i przeciwgrzybicze. Rozporządzenie Komisji UE nr 358/2014 z 2014 roku dotyczące kosmetyków określa, że triclosan może być używany jako środek konserwujący w produktach takich jak mydła, żele, dezodoranty, pasty do zębów, pudry, płyny do czyszczenia paznokci, w stężeniu nie większym niż 0,3% w produkcie gotowym. W przypadku płynów do ust dopuszcza się stężenie nie większe niż 0,2%. Składnik ten wykazuje działanie alergenne i nie jest uznany za bezpieczny dla kobiet w ciąży. (INCI: Triclosan).
3. Sole glinu/ aluminium – istnieją badania wskazujące na związek tego składnika ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka piersi. Aluminium ma również negatywny wpływ na układ hormonalny. Ekspozycję na ten składnik należy rozpatrywać całościowo – kosmetyki nie są głównym źródłem narażenia na aluminium. Najwięcej aluminium znajdziemy w żywności, wodzie, pojemnikach do żywności. (INCI: Aluminium Chlorohydrate; Aluminium Chloride; Aluminium Powder, CI77000; Sodium PCA; Aluminium Fluoride; Aluminium Sesquichlorohydrate; Potassium Alum).
4. Ałun – mimo iż jest to naturalnie występujący w przyrodzie minerał, od strony chemicznej jest to sól glinu, a więc nadal aluminium. Do produkcji kosmetyków, ałun wytwarzany jest laboratoryjnie i dystrybuowany w formie proszku. Chociaż ałun ma wielu zwolenników, którzy jako główny argument podają jego naturalne pochodzenie – w mojej ocenie warto go jednak odpuścić. (INCI: Potassium Alum).
5. Glikol propylenowy – otrzymywany jest z ropy naftowej, ułatwia transport innych substancji w głąb naszej skóry. Mimo iż został uznany przez panel ekspertów CIR jako substancja bezpieczna, w mojej ocenie warto jednak mieć do niej ograniczone zaufanie. W połączeniu z innymi niekoniecznie dobrymi dla nas składnikami może ułatwiać ich przenikanie do naszego organizmu. Osoby, które nie tolerują glikolu propylenowego, mogą odczuwać suchą skórę twarzy lub zaobserwować małe czerwone kropki na ciele. Po zastosowaniu kosmetyków z glikolem propylenowym może wystąpić alergiczne kontaktowe zapalenie skóry, szczególnie u osób z wypryskiem i zakażeniami grzybiczymi, które są bardzo powszechne w krajach o mniejszym nasłonecznieniu i niższymi niż normalne poziomami witaminy D3. (INCI: Propylene Glycol).
6. Syntetyczne substancje zapachowe, czyli np. perfumy – w przypadku substancji zapachowych (nie mylić z olejkami eterycznymi) z punktu widzenia konsumenta – nigdy nie wiemy, na co trafiamy i co się kryje pod tą nazwą. Substancje te mogą przyczyniać się do powstawania alergii skórnych, złuszczania naskórka, suchości skóry czy wywoływać poważne choroby skóry. (INCI: Parfum, Aroma, Fragrance).
Jakie dezodoranty wybierać?
Najlepiej wybierać dezodoranty naturalne, z maksymalnie czystym i prostym składem. Bardzo skuteczne okazują się dezodoranty na bazie sody oczyszczonej oraz naturalnych maseł. Takie produkty nie blokują pocenia, więc nie powinny być nazywane antyperspirantami. Mają za zadanie niwelować brzydki zapach. Nadmierne pocenie się jest objawem problemów zdrowotnych i należy jak najszybciej znaleźć przyczynę tego stanu rzeczy, zamiast go maskować. Może to być stan zapalny w organizmie, zatrucie metalami ciężkimi, ale również nowotwory czy zaburzona praca tarczycy. Zmiana dezodorantu dla niektórych nie jest żadnym problemem, jednak u osób, które od lat sięgały po chemiczne produkty z aluminium, mogą wystąpić różne reakcje organizmu. Podczas pierwszego miesiąca stosowania może wystąpić nawet wzmożona potliwość bądź może nam się zwyczajnie wydawać, że więcej się pocimy. W tym okresie warto dać takiemu dezodorantowi więcej czasu, ponieważ nasz organizm odzwyczaja się i oczyszcza po poprzednio stosowanych kosmetykach. Dla wielu osób naturalne dezodoranty okazują się niezwykle skuteczne i duża grupa osób jest zaskoczona, że nasza zwykła poczciwa kuchenna soda oczyszczona w połączeniu z np. olejem kokosowym czy masłem mango tak dobrze działa! Warto jednak pamiętać o tym, że soda oczyszczona może podrażniać niektórych użytkowników. W takich wypadkach warto sięgnąć po dezodoranty bez sody.



