Robactwo w menu

Od miesięcy nie cichną oburzenia lub zachwyty nad nowym pomysłem żywienia się owadami. Kto się tym zachwyca? Nie chcę tu użyć niecenzuralnych słów, więc podsumuję to tak: OSOBY MAŁO OCZYTANE, Z KIEPSKĄ WIEDZĄ NA TEMAT ZDROWIA I ŻYWIENIA oraz hipokryci. Dlaczego hipokryci? Ponieważ robactwem w menu zachwycają się osoby o ideologii weganizmu. Do diety wegetariańskiej i wegańskiej wkradło się takie szambo, że nie dziwię się, ile osób niejedzących mięsa, choruje i przyczyną nie jest TYLKO NIE JEDZENIE MIĘSA. Trzeba też zwrócić uwagę na:

  • nadmierną ilość przetworzonego jedzenia (tzw. zamienników mięsa z całą tablicą Mendelejewa),
  • styl życia,
  • nawyki dnia codziennego,
  • zbyt częste przebodźcowanie wiadomościami głównego nurtu i ZAUFANIE DO NAUKI (tej, oczywiście Rockefellerowskiej😊).

Sama nie jedząc mięsa, nie mówię, że jestem weganką, tylko że jestem na diecie roślinnej. Ta forma diety wykluczająca produkty odzwierzęce jest dla mnie najwłaściwsza. Tutaj podkreślam, że ta dieta nie jest dla każdego, bo każdy jest inny i nie wszystkim będzie służyło takie żywienie, tak samo, jak nie każdemu będzie służył carnivor i to nie podlega żadnej dyskusji. Osoby ze środowiska wege powinny już dziś protestować z tabliczkami, mającymi na celu uchronienie mączniaków, świerszczy, szarańczy czy pluskwiaków przed okropną śmiercią tylko dla zaspokojenia czyjegoś kubka smakowego, bo przecież weganie nie jedzą NIC, co wcześniej żyło i wydalało. A tu psikus, bowiem nie ma jeszcze takich osób, broniących te bezbronne istoty. Hipokryzja, prawda?

W poprzednich wydaniach Harmonii, na temat robactwa w żywności, czytaliście o chitynie. Zwolennicy jedzenia owadów mówią o chitynie jako o dobrej jakości błonniku. Z drugiej jednak strony ostrzegają przed jedzeniem dużej ilości grzybów ze względu na… chitynę – nie szukajcie logiki, tu jej nie znajdziecie.

W krajach azjatyckich jedzenie robaków jest atrakcją turystyczną. To warto podkreślić, czyli dla spróbowania czegoś nowego: zjada się i zapomina albo chwali się na mediach społecznościowych, jak to z patyka od chińczyka jadło się larwę mącznika. I o ile od takiej degustacji naszemu zdrowiu nic się nie stanie, to od codziennego pieczenia chleba na mące ze świerszczy, jedzenia mięsa hodowlanego, karmionego paszą z owadów czy mając styczność w codziennych posiłkach z tego typu „delicją”, już owszem. Organizm ludzki nie trawi robaków. Owadożercy to ptaki, ryby, płazy, gady, gryzonie oraz jeże – nie jesteśmy żadnym z tych wymienionych.

Nie przeprowadzono badań na temat: jak białko i tłuszcz owadzi wpływa na organizm człowieka. Więc czyżby szykował się kolejny eksperyment? Zadajmy sobie pytanie: czy robactwo spod szafki domowej klasyfikuje się do żywności na wolnym wybiegu? Czy aktualnie sanepidy w Polsce, widząc robaki w restauracji, będą je zbierać na „ubój” i będą one droższym towarem z oznaczeniem „0 – chów podszafkowy, wolnobiegający i bez stresu za życia”?

Obrońcy tej nowej owadziej diety piszą o wielu witaminach z takiego pożywienia. Skoro produkty te poddawane są obróbce cieplnej, to z tych witamin zostanie niewiele. Lepiej zjeść paprykę z własnego ogródka – przynajmniej ją strawimy.

Co jeszcze oprócz chityny w codziennej diecie może zaszkodzić naszemu zdrowiu? Wnętrzności owadzie, a dokładnie mówiąc, ich mikroflora bakteryjna, bo robaki również ją mają. Zjadając takiego niewinnego robaczka, obarczamy swój mikrobiom jego zawartością, a jest to między innymi:

  • PROTEUS – powodująca w nadmiarze zakażenia dróg moczowych.
  • ESCHERICHIA – powinniśmy ją trzymać w ryzach i to tylko w układzie pokarmowym. Gdy się dostanie gdzieś indziej, może przyczynić się do rozwoju chorób układu moczowego i rozrodczego.
  • CLOSTRIDIUM – chyba najgroźniejsza z tych wszystkich bakterii, mogąca nawet przebić światło jelita, powodująca problemy z układem trawiennym, luźne stolce, gorączkę, a nawet wstrząsy.
  • STREPTOCOCCUS – znany nam paciorkowiec, który powoduje spustoszenie w organizmie człowieka, najczęściej ze strony górnych dróg oddechowych.
  • LISTERIA – bakteria upośledzająca układ odpornościowy.

To tylko część bakterii, które możemy dostać w zamian. Obok czekają jeszcze przywry, grzyby, drożdżaki, mykotoksyny i inne patogeny wywołujące choroby. Robaki zawierają kwas fitynowy, saponiny i tiaminazę, która rozkłada w naszym organizmie witaminę B1 (tiaminę) odpowiedzialną za wiele funkcji w naszym organizmie. Tiamina odpowiada za dobry humor, wspiera antyoksydację, układ sercowo-naczyniowy i nerwowy. Robaki zawierają fenyloalaninę, która w nadmiarze gromadzi się w organizmie i uszkadza mózg.

Przejdźmy jeszcze do kwestii „uboju”, o ile da się oczyścić wnętrzności np. krowy, to, w jaki sposób ma dojść do wyczyszczenia jelita owada? Nie potrafię sobie tego wyobrazić, za to widzę ogromne przekręty w jakości tego jedzenia. Jeżeli już teraz mięso marketowe mamy naładowane substancjami kancerogennymi, jak np. glifosatem, to kto się będzie skupiał na pozbyciu się odchodów jakiegoś tam robaka… Zapewne te owady zostaną spożyte w całości, bez zadbania o wyeliminowanie zagrożeń związanych z gromadzeniem się w nich zanieczyszczeń.

W mediach słyszymy, że jedzenie owadów jest potężnym źródłem białka, a ich hodowla jest w trosce o planetę, bo inaczej wszyscy zginiemy z powodu nadmiaru CO2. Dodajmy do takich porannych wiadomości podprogowych, mycie zębów pastą z neurotoksyną, czyli fluorem, dorzućmy ksenoestrogeny i mamy posłusznego, zmanipulowanego obywatela.

Przerażającą rzeczą jest to, że produkty z robactwem spożył kiedyś każdy z nas. Była to słynna koszenila, która jest zawarta w serkach dla dzieci, coca-coli i innej przetworzonej żywności typu żelki i cukierki. Kryje się pod tajemniczym E120, którego radzę się wystrzegać w codziennym jadłospisie. Teorie spiskowe mówią też, że producent nie ma obowiązku pisania dokładnego składu, jeśli dana substancja jest w niewielkiej ilości, a jak wiemy, często te teorie spiskowe szybko stają się prawdą.

Koszyk
Przewijanie do góry