Wejście na orbitę „recesja”

Wszechświat jest cykliczny. Wschody i zachody słońca. Pory roku. Przypływy i odpływy. Ruchy planet itd. Ekonomia i jej cykle są nieodłączną jego częścią.

Nadmiar pieniądza w gospodarce -> boom gospodarczy -> rosnąca inflacja -> hamowanie inflacji poprzez wzrost stóp procentowych -> rosnące koszty obsługi długów -> recesja -> wzrost bezrobocia -> wydatki socjalne itd.

Kręcimy się w pętli.

Tym razem zapętlenie jest sztucznie napędzane przez nowe zjawiska – „czarne łabędzie”:

  • tzw. pandemia, która miała zniknąć dzięki lockdownom.

Zamiast niej zniknęły łańcuchy dostaw, a gospodarka gwałtownie zahamowała. Dla „ratowania” gospodarek stworzono „dodatkowe” biliony dolarów, euro, złotówek i innych walut. Powołano do życia fundusze ratunkowe, tarcze pomocowe, które wylały się jak woda z przerwanej tamy do gospodarki, zaraz po jej uwolnieniu od sztucznego hamulca.

  • wojna na Ukrainie – która wybuchła w dniu odwołania „pandemii”.

Nałożone sankcje na Rosję wróciły jak bumerang do Europy, a blokady dostaw surowców kopalnych i gazu podniosły ceny wszystkiego, co XXI w. gospodarka ma do zaoferowania. Oczywiście pomocna dłoń rządzących była dalszym dodrukiem i nazywała się tarczą, dodatkiem lub dotacją.

Te zjawiska zdążyły gospodarki wielu państw, szczególnie naszą wystrzelić na orbitę recesja. A stamtąd powrót będzie wyjątkowo trudny… Co więcej, jesteśmy dopiero na jej początku. Nawet nie zrobiliśmy pierwszego okrążenia.

Przed nami być może dalsze podwyżki stóp procentowych, które teoretycznie mają hamować wzrost inflacji. To, co hamują, póki co, to działalność wielu małych i średnich firm oraz spędzają sen z powiek kredytobiorcom. Musimy pamiętać, że problem jest globalny. Kiedy my nie podnosimy stóp, a czyni to Ameryka, nasza złotówka staje się coraz słabsza względem dolara.

Umacniający się dolar to widmo dalszych podwyżek cen towarów i usług, a także obsługi naszego długu zagranicznego. Nie muszę dodawać, że za jedno i drugie płacą polscy obywatele.

Widmo rozpędzającej się inflacji to włączenie czerwonego światła na rynkach obarczonych ryzykiem. Coraz więcej inwestorów wciska guzik risk – off, zabierając swoje aktywa z rynków rozwijających się oraz akcji i przenoszących kapitał do coraz lepiej płacących amerykańskich obligacji. To oczywiście ma konsekwencje w dalszym osłabieniu m.in. naszej złotówki i innych walut lokalnych rynków wschodzących.

Rosnące koszty pieniądza (wzrost stóp procentowych – kredyt jest coraz droższy) oraz gigantyczne podwyżki cen mediów – prądu, gazu, nawozów itd., do tego rozpędzona spirala cenowo–płacowa (pracownicy napierają na pracodawców, by podnieśli płace, bo koszty życia rosną. To powoduje, że pracodawcy przerzucają ten koszt na ceny wytwarzanych towarów i usług. I tak koło się napędza).

Ostatecznie prowadzi to do upadku firm. Początkowo małych przedsiębiorstw tj. piekarnie, restauracje, sklepiki, aż po duże firmy zatrudniające setki pracowników. Kolejność będzie implikować energochłonność i dostępność komponentów. Stąd w kolejce do zamykania są huty, zakłady chemiczne, producenci nawozów, cynku, aluminium itd.

Upadki firm oznaczają setki tysięcy ludzi na bruku. Bezrobotni będą potrzebować zasiłków. Te jak wiemy, powstają z dalszego dodruku i podatków nałożonych na tych, którzy jeszcze pracują.

Na domiar złego, obecna niestabilna sytuacja geopolityczna, ale także niefrasobliwe zarządzanie polską obronnością przez ostatnie kilkanaście lat, wymuszają zdecydowane podniesienie wydatków na zbrojenia, co w dobie recesji jeszcze bardziej obciąża i tak już chorą gospodarkę.

Oliwy do ognia dolewa europejska polityka klimatyczna. Braki dostaw podstawowych surowców nakładają się uparcie i wdrażają dyrektywę FIT FOR 55. Ta nakazuje nakładanie na paliwa kopalne dodatkowych podatków tzw. zielonych certyfikatów, wygaszanie kopalń, w myśl polityki zero emisyjności CO2. W okresie eskalującej recesji takie działania przyspieszą upadek Europy.

Demografia w Europie nas nie ratuje. Społeczeństwa się starzeją, chorują, ale mimo to żyją coraz dłużej. To oczywiście nie zapowiada rychłego wyjścia z recesji. Starzejące się populacje to mniej osób w wieku produkcyjnym, większe wydatki na służbę zdrowia oraz świadczenia emerytalne.

Wniosek jest następujący. Recesja nie jest niczym nowym. Przychodzi wraz z cyklem koniunkturalnym. Ta jednak zapowiada się na taką, którą długo zapamiętamy. Pora zapiąć pasy. Na tej orbicie trochę się pokręcimy.

Co robić?

Jak najbardziej uniezależnić się od systemu:

  • poduszka bezpieczeństwa w postaci gotówki oraz USD
  • materializacja oszczędności – fizyczne złoto i srebro, ziemia w dobrej lokalizacji, wybrane kryptowaluty
  • zapas żywności, środków higienicznych i leków – najlepsza lokata kapitału – za kilka miesięcy te produkty mogą być zdecydowanie droższe
  • zabezpieczenie rat w przypadku kredytów walutowych (spłata bezpośrednio w walucie, zakup waluty na kilka miesięcy spłaty zobowiązania)
  • wzajemna pomoc, budowanie relacji, lokalnych wspólnot.

Kiedy zrobimy wszystko, na co mamy wpływ, żyjmy najpiękniej, jak się da. Świat się nie kończy. Świat się transformuje. My go zmieniajmy, zmieniając Siebie! 

Więcej na ten temat powiem Państwu na Konferencji „Czego Ci lekarz nie powie” 15.04.2023 w Gliwicach.

Koszyk
Przewijanie do góry