Gdy moi pacjenci, a było ich wielu, od- zyskiwali zdrowie, cieszyłem się razem z nimi. Byłem dumny z uzyskiwanych efektów. Niestety, część z nich w jakimś procencie umierała. Organizm pozwa- lał na nawrót choroby. Zauważyłem, że chorobę nowotworową w większo- ści przypadków stosunkowo łatwo można zatrzymać, usuwając główną przyczynę tej patologii.
W tym rozumieniu jest pr bą przywracania utraconego zdrowia. Organizm zachowuje się wtedy jak auto w błotnych koleinach. Łatwo z drogi wypadnie i się wykolei, a że przy okazji zabije własny organizm, no c ż… Zacząłem nazywać to zjawisko uśpieniem procesu. Nie jest to niestety wyleczenie z choroby. Zaawansowanych, patologicznych zjawisk i zmian, kt re powodują, nie da się łatwo cofnąć. Chyba że za sprawą cud w, a te także widziałem.
Nawet radykalna zmiana diety na prawidłową i suplementacji na właściwą, nie zawsze prowadzi do wyzdrowienia z choroby nowotworowej. Błędna droga, jaką obrał organizm w rozpaczliwej pr bie zdrowienia, jest przez niego konsekwentnie realizowana. Aby go z tej drogi zawr cić, wymagane są bardziej radykalne metody i procedury. Analogicznie do przywoływanej powyżej sytuacji drogowej, niezbędny jest znakomity kierowca, dobre auto i dostosowane do warunk w opony. Niejednokrotnie wystarczy łut szczęścia, lecz najczęściej wszystkie te elementy są niezbędne. Należą do nich chirurgia onkologiczna, chemioterapia i radioterapia po stronie onkologicznej, a preparaty zwalczające raka typu kurkumina, 6-shogalol, amigdalina oraz wiele innych suplement w i metod stosowanych w medycynie holistycznej. Wiem. Ja też o onkologii systemowej wyrażałem się wyłącznie negatywnie. Prawdę m wiąc, nie zmieniłem zdania. Zarejestrowałem i opisałem jednak wielu, kt rzy oczekiwali ode mnie wyłącznie wsparcia w zakresie suplement w i diety. Podstawowe leczenie postanowili oprzeć na chemio i radioterapii. Taka była ich wola, a wola pacjenta jest święta. Do wczesnych operacji niejednokrotnie namawiałem sam. Nie czuje się winny. Mało tego, nawet jestem z siebie dumny. Szczeg lnie teraz, kiedy mam więcej doświadczenia i nowe obserwacje, co do nich.
M wię tu o pacjentach ufających medycynie systemowej. Ci także, mimo że leczenie ich oparte było na chemioterapii i innych terapiach akademickich, często odzyskiwali zdrowie. Gdybyśmy ortodoksyjnie powoływali się na nauki wielu sław leczenia naturalnego, byłoby to niemożliwe. Może nie jest słuszną jedna droga, jedna procedura czy jeden autorytet, w kt ry już chyba po prostu nie wierzę. Może by tak krok po kroku wykorzystać każdą szansę? Dla dobra pacjenta. Wyleczenie pacjenta z choroby przewlekłej czy też nowotworowej i pozostawienie go własnemu losowi, przypomina sytuację nawr conego nałogowca, kt ry dla uczczenia rocznicy pokonania uzależnienia, wypija kieliszek w dki. Niejednokrotnie wznowy nowotwor w obserwowaliśmy nawet po kilkunastu latach. Widzę rozpacz na twarzy pacjenta pytającego: „Czy ja już zawsze będę musiał stosować dietę, zażywać suplementy?” Zawsze. Nie ma powrotu do dawnych nawyk w. Należy zaopiekować się pacjentem wyleczonym, podleczonym, z odwr conym procesem choroby przewlekłej lub nowotworowej. Pacjent nie może odbierać konieczności dbania o własne zdrowie i czuwania nad prawidłowym przebiegiem leczenia jako ofi ary z jego strony. Musi mieć świadomość, że oto wkracza w świat zdrowia i dobrych relacji z samym sobą i swoim otoczeniem. Pominąłem milczeniem leki stosowane powszechnie w leczeniu chor b nowotworowych w medycynie holistycznej. Zrobiłem to z pewnym wyrachowaniem z kilku powod w. Powołując się na schematy leczenia i dawkowania obowiązujące w klinikach niemieckich, zalecany czas kuracji wynosi niejednokrotnie wiele miesięcy. Doradza się r wnież łączenie kilku preparat w jednoczasowo. Nie mogę pominąć kwestii cen. Leki te są poza zasięgiem fi nansowym większości polskich pacjent w. Dodatkowo do naszego leczenia trafi ają najczęściej pacjenci w zaawansowanym stadium choroby. Leki, typu kurkumina, 6-shogalol, amigdalina i inne mają wysoką skuteczność, niestety, na rozwinięcie swojego działania potrzebują dużo więcej czasu niż standardowe i schematycznie podawane tzw. terapie systemowe. Dobro pacjenta jest prawem najwyższym. W tym rozumieniu leczenie w naszym ośrodku opiera się na nieco innych zasadach. Nadrzędnym celem terapii, jeżeli uda się tylko opanować bezpośrednie zagrożenie życia i gwałtownego pogorszenia się stanu zdrowia, po odwr ceniu proces w nowotworowych lub chor b przewlekłych jest skierowanie do walki własnych sił obronnych pacjenta.
Sam ciągle czuję oddech choroby nowotworowej na swym karku. Rozumiem pacjent w, kt rzy są w jakiś spos b stygmatyzowani nieuchronnością nawrot w, a przez to skazanych na ustawiczną czujność i ciągłe dbanie o stan swojego zdrowia. Wszystko musi być dokładnie zaplanowane, aby ten tragiczny ciąg zdarzeń, zwany procesem nowotworowym, nigdy już się nie obudził. Z drugiej strony praktycznie każdy przypadek choroby nowotworowej wykrywany jest w sytuacji pełnego zaskoczenia, najczęściej przypadkowo. Organizm gromadzi swoje śmieci w miejscu najmniej zagrażającym jego funkcjonowaniu. Otacza ten śmietnik barierą kwasu mlekowego, izolując go skutecznie od narząd w istotnych dla życia. Objawy pojawiają się stosunkowo p źno i są niecharakterystyczne, dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie.
Wagę tego zagadnienia chciałbym przedstawić na dw ch przykładach: raka piersi i stercza. Legendą stały się kobiety żądające mastektomii po stwierdzeniu niekorzystnej konfi guracji BRC. Nie chciałbym tego komentować. Inne w trakcie codziennej toalety odkrywają guzek w gruczole piersiowym. Musicie wiedzieć, że nie ma żadnych swoistych, jednoznacznych test w ani marker w pozwalających bezdyskusyjnie na rozpoznanie. Przynajmniej tak twierdzi onkologia. Duży zakres badań, kt re stosujemy, niestety nie przesądza o zaistnieniu procesu nowotworowego, a tym bardziej o jego zaawansowaniu. Duża część zdiagnozowanych rak w okazuje się nimi nie być. Nie chce dyskutować w tym miejscu o pasożytach i innych tworach dających objaw guzka. Znalezienie w nich kom rek nowotworowych, nawet z określonym genotypem, nie przesądza o istnieniu procesu złośliwego rozrostu. Obserwowanych jest wiele guzk w, kt re pojawiają się i znikają. Znam pacjentki z wieloletnim przebiegiem guza, nawet pod postacią nowotworowego, otwartego ropnia. Nie istnieje żadna forma diagnostyki wczesnej, nie m wiąc już o profi laktyce.
Drugi przykład. Jedynym markerem uznawanym przez onkologię w diagnostyce raka gruczołu krokowego jest bezwzględna wartość PSA i dynamika jego wzrostu. Rozbudowane badanie o PSA i frakcję sterczową nie jest stosowane. Frakcji kostnej m wiącej o najczęstszym powikłaniu, nikt nie wykonuje. Oparcie diagnostyki wyłącznie na markerze nienowotworowym doprowadza do wielu tragicznych pomyłek. Wystarczy, że pacjent z łagodnym rozrostem gruczołu krokowego pojedzie na badanie rowerem i wartość PSA wzrośnie o 20 jednostek. Nie pomyliłem się. Zadajmy pytanie: Czy leczymy PSA, czy chorobę? W jednym i drugim przypadku konieczna staje się biopsja lub badania mikroskopowe i genetyczne. Na wszystko potrzebny jest czas, a ewentualny proces nowotworowy nie śpi. Często od powzięcia podejrzenia do postawienia diagnozy i rozpoczęciu działań leczniczych upływ czasu jest stanowczo za długi. Niejednokrotnie jest wtedy za p źno na podjęcie leczenia. Bywa tak, że wcześniej wykrywa się przerzuty nowotworowe do kości lub wątroby, a ogniska pierwotnego nie znajduje się mimo poszukiwań. Nawet mikroskopijne, niewykrywalne żadną metodą ognisko może dawać metastazy odległe. Często diagnostyka jest wtedy tylko sztuką dla sztuki.
Rodzą się pytania, jak ustrzec się nowotworu? Jak sprawować profi laktykę, gdy istnieje wyraźne obciążenie genetyczne? Jak sprawdzać swoje zdrowie, choćby jednym badaniem w roku? Do tej pory nie istniały żadne badania obiektywne, pozwalające prognozować, diagnozować bądź potwierdzać istnienie procesu nowotworowego opr cz biopsji.
BADANIE TRUCHECK
Firma przesłała artykuł promujący, więc om wię ten problem wyłącznie z punktu widzenia lekarza praktyka. Dopiero w listopadzie ubiegłego roku powstało badanie Trucheck, w kt rym diagnozuje się wyłącznie kom rki nowotworowe, krążące we krwi obwodowej. Mnie to przekonuje, gdyż w pobranej z żyły pr bce krwi zabija się wszystkie kom rki słuchające apoptozy. Jak pamiętacie, kom rki nowotworowe są nieśmiertelne i nie słuchają rozkaz w genu samozniszczenia. Zatem, jeśli w badaniu krwi znajdą się kom rki nowotworowe, oznacza to obecność czynnego nowotworu w organizmie. Firma twierdzi, że zakres czułości, jak i specyfi czności badania sięga stu procent. Do mnie jako lekarza praktyka trafi ają najczęściej chorzy w bardzo rozwiniętym stadium procesu nowotworowego. Wtedy liczy się czas wdrożenia leczenia. Przyr wnam to do możliwości oddania jedynego możliwego strzału przez snajpera. Tu nie istnieje możliwość pomyłki. Koniecznie trzeba umieć odpowiedzieć na pytanie, czym i jak leczyć? Do tej pory chyba nikt na świecie nie potrafi ł na to pytanie odpowiedzieć. Są tylko r żne teorie. Jest ich tak dużo, jak rodzaj w suplement w.
BADANIE CHEMO-SCALETM
Istotą tej metody jest badanie wrażliwości wyhodowanych z pr bki krwi pacjenta kom rek nowotworowych na stosowane preparaty. Tych substancji jest blisko siedemdziesiąt. Wśr d nich są te, stosowane w chemioterapii, terapiach biologicznych, ale także podawane w leczeniu holistycznym. Wynik otrzymujemy w formie diagramu, kt ry pokazuje, jaki procent kom rek nowotworowych jest zabijanych konkretnym lekiem. Problem zaczyna się dopiero w tym miejscu. Okazuje się, że sztandarowe lub proceduralnie określone leczenie, zar wno systemowe, jak i holistyczne, nie tylko nie pomaga, ale szkodzi, powodując szybki rozsiew procesu nowotworowego lub wznowę. Oznacza to, że większość terapii stosowanych rutynowo i w określonych procedurach jest nieskuteczna. Zastosowanie tego badania zapewnia indywidualizację i skuteczność leczenia. Pozwala na dobranie rodzaju i dawki leku w stosunku do wrażliwości kom rek raka na działanie cytotoksyczne i cytostatyczne.
Pisząc to zdanie, zawahałem się, gdyż proces nowotworowy nie jest patologią w sensie dosłownym, a próbą oddzielenia i usunięcia szkodliwej tkanki lub procesu z organizmu. W tym rozumieniu jest próbą przywracania utraconego zdrowia. Organizm zachowuje się wtedy jak auto w błotnych koleinach. Łatwo z drogi wypadnie i się wykolei, a że przy okazji zabije własny organizm, no cóż… Zacząłem nazywać to zjawisko uśpieniem procesu. Nie jest to niestety wyleczenie z choroby. Zaawansowanych, patologicznych zjawisk i zmian, które powodują, nie da się łatwo cofnąć. Chyba że za sprawą cudów, a te także widziałem.
Nawet radykalna zmiana diety na prawidłową i suplementacji na właściwą, nie zawsze prowadzi do wyzdrowienia z choroby nowotworowej. Błędna droga, jaką obrał organizm w rozpaczliwej próbie zdrowienia, jest przez niego konsekwentnie realizowana. Aby go z tej drogi zawrócić, wymagane są bardziej radykalne metody i procedury. Analogicznie do przywoływanej powyżej sytuacji drogowej, niezbędny jest znakomity kierowca, dobre auto i dostosowane do warunków opony. Niejednokrotnie wystarczy łut szczęścia, lecz najczęściej wszystkie te elementy są niezbędne. Należą do nich chirurgia onkologiczna, chemioterapia i radioterapia po stronie onkologicznej, a preparaty zwalczające raka typu kurkumina, 6-shogalol, amigdalina oraz wiele innych suplementów i metod stosowanych w medycynie holistycznej. Wiem. Ja też o onkologii systemowej wyrażałem się wyłącznie negatywnie. Prawdę mówiąc, nie zmieniłem zdania. Zarejestrowałem i opisałem jednak wielu, którzy oczekiwali ode mnie wyłącznie wsparcia w zakresie suplementów i diety. Podstawowe leczenie postanowili oprzeć na chemio i radioterapii. Taka była ich wola, a wola pacjenta jest święta. Do wczesnych operacji niejednokrotnie namawiałem sam. Nie czuje się winny. Mało tego, nawet jestem z siebie dumny. Szczególnie teraz, kiedy mam więcej doświadczenia i nowe obserwacje, co do nich.
Mówię tu o pacjentach ufających medycynie systemowej. Ci także, mimo że leczenie ich oparte było na chemioterapii i innych terapiach akademickich, często odzyskiwali zdrowie. Gdybyśmy ortodoksyjnie powoływali się na nauki wielu sław leczenia naturalnego, byłoby to niemożliwe. Może nie jest słuszną jedna droga, jedna procedura czy jeden autorytet, w który już chyba po prostu nie wierzę. Może by tak krok po kroku wykorzystać każdą szansę? Dla dobra pacjenta. Wyleczenie pacjenta z choroby przewlekłej czy też nowotworowej i pozostawienie go własnemu losowi, przypomina sytuację nawróconego nałogowca, który dla uczczenia rocznicy pokonania uzależnienia, wypija kieliszek wódki. Niejednokrotnie wznowy nowotworów obserwowaliśmy nawet po kilkunastu latach. Widzę rozpacz na twarzy pacjenta pytającego: „Czy ja już zawsze będę musiał stosować dietę, zażywać suplementy?” Zawsze. Nie ma powrotu do dawnych nawyków. Należy zaopiekować się pacjentem wyleczonym, podleczonym, z odwróconym procesem choroby przewlekłej lub nowotworowej. Pacjent nie może odbierać konieczności dbania o własne zdrowie i czuwania nad prawidłowym przebiegiem leczenia jako ofi ary z jego strony. Musi mieć świadomość, że oto wkracza w świat zdrowia i dobrych relacji z samym sobą i swoim otoczeniem. Pominąłem milczeniem leki stosowane powszechnie w leczeniu chorób nowotworowych w medycynie holistycznej. Zrobiłem to z pewnym wyrachowaniem z kilku powodów. Powołując się na schematy leczenia i dawkowania obowiązujące w klinikach niemieckich, zalecany czas kuracji wynosi niejednokrotnie wiele miesięcy. Doradza się również łączenie kilku preparatów jednoczasowo. Nie mogę pominąć kwestii cen. Leki te są poza zasięgiem fi nansowym większości polskich pacjentów. Dodatkowo do naszego leczenia trafi ają najczęściej pacjenci w zaawansowanym stadium choroby. Leki, typu kurkumina, 6-shogalol, amigdalina i inne mają wysoką skuteczność, niestety, na rozwinięcie swojego działania potrzebują dużo więcej czasu niż standardowe i schematycznie podawane tzw. terapie systemowe. Dobro pacjenta jest prawem najwyższym. W tym rozumieniu leczenie w naszym ośrodku opiera się na nieco innych zasadach. Nadrzędnym celem terapii, jeżeli uda się tylko opanować bezpośrednie zagrożenie życia i gwałtownego pogorszenia się stanu zdrowia, po odwróceniu procesów nowotworowych lub chorób przewlekłych jest skierowanie do walki własnych sił obronnych pacjenta.
Sam ciągle czuję oddech choroby nowotworowej na swym karku. Rozumiem pacjentów, którzy są w jakiś sposób stygmatyzowani nieuchronnością nawrotów, a przez to skazanych na ustawiczną czujność i ciągłe dbanie o stan swojego zdrowia. Wszystko musi być dokładnie zaplanowane, aby ten tragiczny ciąg zdarzeń, zwany procesem nowotworowym, nigdy już się nie obudził. Z drugiej strony praktycznie każdy przypadek choroby nowotworowej wykrywany jest w sytuacji pełnego zaskoczenia, najczęściej przypadkowo. Organizm gromadzi swoje śmieci w miejscu najmniej zagrażającym jego funkcjonowaniu. Otacza ten śmietnik barierą kwasu mlekowego, izolując go skutecznie od narządów istotnych dla życia. Objawy pojawiają się stosunkowo późno i są niecharakterystyczne, dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie.
Wagę tego zagadnienia chciałbym przedstawić na dwóch przykładach: raka piersi i stercza. Legendą stały się kobiety żądające mastektomii po stwierdzeniu niekorzystnej konfi guracji BRC. Nie chciałbym tego komentować. Inne w trakcie codziennej toalety odkrywają guzek w gruczole piersiowym. Musicie wiedzieć, że nie ma żadnych swoistych, jednoznacznych testów ani markerów pozwalających bezdyskusyjnie na rozpoznanie. Przynajmniej tak twierdzi onkologia. Duży zakres badań, które stosujemy, niestety nie przesądza o zaistnieniu procesu nowotworowego, a tym bardziej o jego zaawansowaniu. Duża część zdiagnozowanych raków okazuje się nimi nie być. Nie chce dyskutować w tym miejscu o pasożytach i innych tworach dających objaw guzka. Znalezienie w nich komórek nowotworowych, nawet z określonym genotypem, nie przesądza o istnieniu procesu złośliwego rozrostu. Obserwowanych jest wiele guzków, które pojawiają się i znikają. Znam pacjentki z wieloletnim przebiegiem guza, nawet pod postacią nowotworowego, otwartego ropnia. Nie istnieje żadna forma diagnostyki wczesnej, nie mówiąc już o profi laktyce.
Drugi przykład. Jedynym markerem uznawanym przez onkologię w diagnostyce raka gruczołu krokowego jest bezwzględna wartość PSA i dynamika jego wzrostu. Rozbudowane badanie o PSA i frakcję sterczową nie jest stosowane. Frakcji kostnej mówiącej o najczęstszym powikłaniu, nikt nie wykonuje. Oparcie diagnostyki wyłącznie na markerze nienowotworowym doprowadza do wielu tragicznych pomyłek. Wystarczy, że pacjent z łagodnym rozrostem gruczołu krokowego pojedzie na badanie rowerem i wartość PSA wzrośnie o 20 jednostek. Nie pomyliłem się. Zadajmy pytanie: Czy leczymy PSA, czy chorobę? W jednym i drugim przypadku konieczna staje się biopsja lub badania mikroskopowe i genetyczne. Na wszystko potrzebny jest czas, a ewentualny proces nowotworowy nie śpi. Często od powzięcia podejrzenia do postawienia diagnozy i rozpoczęciu działań leczniczych upływ czasu jest stanowczo za długi. Niejednokrotnie jest wtedy za późno na podjęcie leczenia. Bywa tak, że wcześniej wykrywa się przerzuty nowotworowe do kości lub wątroby, a ogniska pierwotnego nie znajduje się mimo poszukiwań. Nawet mikroskopijne, niewykrywalne żadną metodą ognisko może dawać metastazy odległe. Często diagnostyka jest wtedy tylko sztuką dla sztuki.
Rodzą się pytania, jak ustrzec się nowotworu? Jak sprawować profi laktykę, gdy istnieje wyraźne obciążenie genetyczne? Jak sprawdzać swoje zdrowie, choćby jednym badaniem w roku? Do tej pory nie istniały żadne badania obiektywne, pozwalające prognozować, diagnozować bądź potwierdzać istnienie procesu nowotworowego oprócz biopsji.
BADANIE TRUCHECK
Firma przesłała artykuł promujący, więc omówię ten problem wyłącznie z punktu widzenia lekarza praktyka. Dopiero w listopadzie ubiegłego roku powstało badanie Trucheck, w którym diagnozuje się wyłącznie komórki nowotworowe, krążące we krwi obwodowej. Mnie to przekonuje, gdyż w pobranej z żyły próbce krwi zabija się wszystkie komórki słuchające apoptozy. Jak pamiętacie, komórki nowotworowe są nieśmiertelne i nie słuchają rozkazów genu samozniszczenia. Zatem, jeśli w badaniu krwi znajdą się komórki nowotworowe, oznacza to obecność czynnego nowotworu w organizmie. Firma twierdzi, że zakres czułości, jak i specyfi czności badania sięga stu procent. Do mnie jako lekarza praktyka trafi ają najczęściej chorzy w bardzo rozwiniętym stadium procesu nowotworowego. Wtedy liczy się czas wdrożenia leczenia. Przyrównam to do możliwości oddania jedynego możliwego strzału przez snajpera. Tu nie istnieje możliwość pomyłki. Koniecznie trzeba umieć odpowiedzieć na pytanie, czym i jak leczyć? Do tej pory chyba nikt na świecie nie potrafi ł na to pytanie odpowiedzieć. Są tylko różne teorie. Jest ich tak dużo, jak rodzajów suplementów.
BADANIE CHEMO-SCALETM
Istotą tej metody jest badanie wrażliwości wyhodowanych z próbki krwi pacjenta komórek nowotworowych na stosowane preparaty. Tych substancji jest blisko siedemdziesiąt. Wśród nich są te, stosowane w chemioterapii, terapiach biologicznych, ale także podawane w leczeniu holistycznym. Wynik otrzymujemy w formie diagramu, który pokazuje, jaki procent komórek nowotworowych jest zabijanych konkretnym lekiem. Problem zaczyna się dopiero w tym miejscu. Okazuje się, że sztandarowe lub proceduralnie określone leczenie, zarówno systemowe, jak i holistyczne, nie tylko nie pomaga, ale szkodzi, powodując szybki rozsiew procesu nowotworowego lub wznowę. Oznacza to, że większość terapii stosowanych rutynowo i w określonych procedurach jest nieskuteczna. Zastosowanie tego badania zapewnia indywidualizację i skuteczność leczenia. Pozwala na dobranie rodzaju i dawki leku w stosunku do wrażliwości komórek raka na działanie cytotoksyczne i cytostatyczne.



