Stwardnienie rozsiane (SM) i zanikowe boczne (ALS) jako „choroby amalgamatowe”

Stwardnienie rozsiane (SM) po raz pierwszy powszechnie zidentyfikowano w XIX wieku, w okresie, w którym plomby amalgamatowe (zawierające rtęć) weszły do powszechnego użytku. Niepublikowane anegdotyczne dowody wskazywały, że u wielu osób z SM dochodziło do samoistnej remisji choroby lub do stopniowej poprawy stanu zdrowia po usunięciu plomb rtęciowo-srebrowych. Jednym z przykładów jest historia amerykańskiej dziennikarki śledczej Stacy Case, u której zdiagnozowano stwardnienie rozsiane wkrótce po tym, jak jej plomby rtęciowe zostały w niebezpieczny sposób usunięte, a następnie zastąpione czterema nowymi plombami z rtęcią. Co istotne, te anegdotyczne dowody zostały poparte badaniami opublikowanymi w ciągu ostatnich dekad.

CO MÓWI NAUKA?

W 1966 roku szwajcarski neurolog Ernst Baasch doszedł do wniosku, że stwardnienie rozsiane jest dorosłą postacią akrodynii (dziecięce zatrucie rtęcią) i reakcją neuroalergiczną powodowaną w większości przypadków przez rtęć z wypełnień amalgamatowych. W 1983 r. dr T.H. Ingall zaproponował hipotezę, zgodnie z którą powolne, wsteczne wyciekanie rtęci z kanałów korzeniowych lub wypełnień amalgamatowych może prowadzić do stwardnienia rozsianego. Badania przeprowadzone przez Ahlrot-Westerlunda w 1987 roku wykazały, że pacjenci ze stwardnieniem rozsianym mają 8-krotnie wyższy poziom rtęci w płynie mózgowo-rdzeniowym w porównaniu ze zdrowymi neurologicznie osobami z grupy kontrolnej. Oczywiście są również badania wiążące SM z innymi toksynami, np. ołowiem czy aluminium, ale autorzy nie weryfikowali, czy pacjenci już wyjściowo nie byli obciążeni rtęcią. Chociaż w systematycznym przeglądzie literatury przeprowadzonym przez kanadyjskich badaczy w 2007 roku związek między stwardnieniem rozsianym a posiadaniem amalgamatu okazał się nieistotny, to autorzy wskazali na liczne ograniczenia ich pracy i konieczność dalszych badań. Niestety, większość naukowców popełnia podstawowe błędy, projektując takie badania i dlatego wciąż w głównym nurcie medycyny podważa się związek SM z amalgamatami. Szczególnie godna polecenia jest praca poglądowa J. Muttera z 2004 roku pt. „Badania nad amalgamatem: lekceważenie podstawowych zasad toksyczności rtęci” opublikowana w International Journal of Hygiene and Environmental Health, która rewelacyjnie obala powtarzany przez wielu stomatologów mit o braku szkodliwości tych wypełnień. Aktualnie w literaturze naukowej mamy co najmniej kilkadziesiąt publikacji naukowych, które wskazują na związek między stwardnieniem rozsianym a posiadaniem amalgamatu. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku stwardnienia zanikowego bocznego (ALS, choroba Lou Gehriga). W najnowszym przeglądzie badań (Newell i in., 2022) rtęć była wysoko w rankingu czynników środowiskowych związanych z ALS. Wcześniej badania wykazały, że wysokie poziomy rtęci w paznokciach są związane z podwyższonym ryzykiem ALS. Standardowe podręczniki medyczne wspominają, że zarówno zatrucie rtęcią, jak i ołowiem, można łatwo pomylić z chorobą Lou Gheriga.

JAKIE SĄ INNE ŹRÓDŁA RTĘCI?

Należy podkreślić, że amalgamaty to tylko jedno z wielu źródeł tego pierwiastka. Większość z nas zatruwa się rtęcią poprzez spożywanie ryb (metylortęć), szczepienia (etylortęć), amalgamaty, rozbite żarówki, termometry, tatuaże i inne, mniej istotne źródła. Pewną pulę tej toksyny otrzymujemy już na samym początku naszego życia poprzez transfer rtęci przez łożysko z organizmu matki do płodu, a później jeszcze z mlekiem matki. Przez wiele lat możemy stopniowo kumulować kolejne dawki rtęci ze źródeł wymienionych powyżej, do tego stopnia, że nasze naturalne mechanizmy detoksykacji są niewydolne. Początkowo objawy mogą być subtelne i epizodyczne, ale obciążony organizm ma wiele zaburzeń metabolicznych, które konsekwentnie prowadzą do rozwoju wielu chorób przewlekłych w zależności od naszych podatności genetycznych, w tym do rozwoju SM. Rtęć jest najbardziej toksycznym metalem ciężkim występującym w środowisku i ma unikalne, wszechstronne właściwości modulujące fizjologię człowieka, które wyróżniają ten pierwiastek na tle innych znanych nam toksyn.

JAK ZDIAGNOZOWAĆ „CHOROBĘ AMALGAMATOWĄ”?

Przewlekłe zatrucie rtęcią jest trudne do zdiagnozowania, zwłaszcza jeśli do ekspozycji doszło wiele lat temu, a dana osoba nie ma bieżącej ekspozycji. Podwyższony poziom rtęci może nie ujawniać się w moczu, krwi, a nawet we włosach. Paradoksalnie, ze względu na upośledzone mechanizmy detoksykacji, osoby bardziej obciążone mogą mieć nawet mniej toksycznych metali ciężkich we włosach/paznokciach niż osoby mniej obciążone. Istnieje mało znana metoda diagnostyczna polegająca na weryfikacji tzw. reguł Cutlera, które dotyczą pierwiastków niezbędnych do wyników analizy włosa (ograniczona do jednego laboratorium w USA). Weryfikacja tych reguł służy do identyfikacji tzw. zaburzonego transportu mineralnego, zjawiska unikalnego dla zatrucia rtęcią.

CZY SM I ALS SĄ RZECZYWIŚCIE NIEULECZALNE?

Ponieważ medycyna obecnie nie jest w stanie precyzyjnie wskazać głównej przyczyny SM/ALS leczenie jest głównie objawowe, a choroby neurodegeneracyjne uchodzą za nieuleczalne. Z uwagi na przytoczone powyżej doniesienia naukowe racjonalne podejście powinno polegać przede wszystkim na przerwaniu bieżącej ekspozycji i unikaniu źródeł toksyn, w szczególności metali ciężkich. W tym celu należy usunąć plomby amalgamatowe, ale koniecznie w sposób bezpieczny, z zachowaniem odpowiednich procedur. Procedura bezpiecznego usuwania wypełnień rtęciowych (SMART) została opracowana przez Międzynarodową Akademię Medycyny Jamy Ustnej i Toksykologii (https://iaomt.org/). Procedura obejmuje m.in. odpowiednią wentylację i filtry, odzież ochronną dla personelu i pacjenta, szczelne maski oddechowe z odpowiednimi filtrami rtęci dla lekarza i asysty, podłączenie pod zewnętrzne źródło tlenu przez maskę nosową lub wąsy, koferdam, silny ssak, obniżanie temperatury zabiegu, przecinanie amalgamatów odpowiednim wiertłem. Niestety, w Polsce liczbę gabinetów biologicznych usuwających amalgamaty w sposób bezpieczny, można policzyć na palcach jednej ręki. Świadomość lekarzy i pacjentów na temat zagrożeń, jakie niesie za sobą usuwanie amalgamatu bez wymienionych powyżej zabezpieczeń, jest, delikatnie ujmując – tragiczna. Nie powinny zatem dziwić rosnące wskaźniki idiopatycznych chorób przewlekłych, w tym neurodegeneracyjnych, przy których medycyna rozkłada ręce.

Biorąc pod uwagę, że za SM/ALS mogą stać toksyczne metale ciężkie, w szczególności rtęć, można zastosować kompleksowe wsparcie organizmu, które przeciwdziała toksycznym efektom tych pierwiastków i spowolni, a być może nawet zatrzyma, progres choroby. Wiemy, że rtęć powoduje silny stres oksydacyjny, więc pomocne będzie regularne wprowadzanie do organizmu odpowiednich, wysokich dawek antyoksydantów, w szczególności witaminy C i działającej w obrębie błon komórkowych naturalnej witaminy E. Zatrucie rtęcią znacząco zwiększa zapotrzebowanie na takie minerały jak cynk, magnez, molibden, selen, więc systematyczna podaż tych pierwiastków we właściwej formie, częstotliwości i dawce, powinna przynieść poprawę. Można rozważyć cykliczne wlewy z antyoksydantami i podstawowymi minerałami. Istotne jest również dostarczanie do organizmu substancji wspierających funkcjonowanie i regenerację układu nerwowego, np. kwas omega-3, kompleks witamin B, lecytynę. Należy uwzględnić, że cierpiący na „chorobę amalgamatową” mogą mieć liczne zaburzenia metaboliczne i nietolerancje, w tym leków, suplementów i składników pokarmowych. Istotne jest również wspieranie nadnerczy i tarczycy, bo niedoczynność/nadczynność tych organów często współwystępuje z „chorobą amalgamatową”. Chory powinien przejść na dietę, która uwzględnia jego nietolerancje pokarmowe, redukuje stany zapalne w obrębie jelit, zmniejsza liczbę potencjalnych toksyn wprowadzanych do organizmu i zapewnia odpowiednią podaż substancji odżywczych. Z uwagi na etiologię, największą szansę na wyzdrowienie powinna dać bezpieczna detoksykacja rtęci. Jedyny bezpieczny sposób, to protokół Cutlera polegający na usuwaniu metali ciężkich poprzez częste przyjmowanie kwasu alfa-liponowego (ALA) w niskich dawkach, zgodnie z farmakokinetyką. Każdy inny sposób na detoksykację, który nie uwzględnia tych zasad, jest potencjalnie niebezpieczny, z uwagi na niekontrolowaną redystrybucję tych neurotoksyn z organów mniej wrażliwych (np. mięśnie, tkanka tłuszczowa) do bardziej wrażliwych (układ nerwowy) i może wręcz nasilić przebieg choroby. Skuteczność takiej terapii w dużym stopniu zależy od stopnia zaawansowania choroby.

Koszyk
Przewijanie do góry